Maciej Kwiatkowski (e-basket.pl), Piotr Makulec (probasket.pl), Sebastian Hetman (Bunio) oraz Rafał Juć (Collegehoops.pl) to czterej koledzy po fachu lub ot tak po prostu, donoszący i piszący o sprawach aktualnych, ważnych i mniej ważnych, związanych z amerykańską profesjonalną i akademicką koszykówką.

Blog > Komentarze do wpisu
MELO ZRZUCIŁ GORYLA Z PLECÓW, NUGGETS W DRUGIEJ RUNDZIE!
Mecze ubiegłej nocy oglądałem stricte wakacyjnie. Możnaby powiedzieć, że z nogami w misce z wodą, okładem na głowie i zimnym piwem w dłoni, a może to był sok malinowy z wodą mineralną? Stało się tak po tym jak w jedynym z meczów, na który ostrzyłem sobie zęby - Hawks zrobili 20 punktów przewagi w pierwszej połowie.
Heat byli trochę jak Houston Rockets dzień wcześniej w Portland - jakby fakt, że grają na wyjeździe i technicznie rzecz biorąc nie muszą tego meczu KONIECZNIE wygrać sprawiał, że odessało z nich trochę energii... Być może właśnie tu wyszedł brak doświadczenia jednych i drugich (chodzi tez o Rockets). Nie chodzi o samych zawodników, co o zespół, który tworzą. OK, trzeba jednak przyznać, że Atlanta trochę wszystkich chyba zaskoczyła i miała najlepszy kwadrans w tych play-offs, a w ich grze było wyjątkowo dużo ruchu piłką i dobrych rozwiązań w half-court offense - co wcześniej było problemem. Nie sprawdzałem, ale jeśli po 8 minutach meczu było 13-12 dla Hawks, to znaczy że Miami Heat stracili 50 punktów przez ostatnie 16 minut pierwszej połowy. To jest ponad 3 punkty na minutę.
Wade'owi pewnie nie, ale mi podobała się fizyczna gra w pierwszej połowie. I mam nadzieję, że ta aura pozostanie na kolejne rundy. Kilka zderzeń (choć ten faul Wade'a w kontrze nie powinien być moim zdaniem umyślnym), ale niestety jedna kontuzja, która może się źle dla Hawks skończyć - Al Horford skręcil kostkę i opuścił parkiet w drugiej kwarcie. Horford jeszcze śpi, jest w Atlancie po szóstej, ale gdy obudzi się to okaże się dużo, jeśli chodzi o jego przydatność w dalszych meczach... Oby nie napuchła. Medycy Hawks zdołali zadziałać ponoć bardzo szybko i dzięki temu Horford ma większe szanse na powrót. Nie chcemy kolejnej kontuzji wysokiego gracza w tym sezonie.
Flip Murray (cichy bohater tej serii) zdobył 23 punkty, trafił 9 z 15 i pierwsze 9 z 11 rzutów z gry, Joe Johnson był agresywny jak nigdy jeszcze w tej serii - 25 punktów i aż 12 razy wędrował na linię rzutów osobistych. Wade zdobył 29 punktów, ale miał raptem (poprawcie mnie jeśli się mylę) 5 czy 6 punktów do przerwy. W pierwszej połowie Wade opuścił na kilka minut, po tym jak zderzył się z Joshem Smithem i upadając jego głowa zrobiła "penk" o parkiet.
W trzeciej kwarcie Wade rzucił 17 punktów, ale Heat nie potrafili zatrzymać Hawks w defensywie - przez co niewiele w tym meczu mogło się zmienić. Owszem, były momenty, gdzie Atlanta prowadziła już tylko 9-cioma punktami, ale zaraz trafiał Murray, albo wsadem popisywał się Josh Smith. Jeden mu w kontrataku nie wyszedł, ale ten drugi auuuaa:
Kiedyś nazwałem tutaj Andre Iguodalę "Poster boy"... Sorry Jermaine :)
Denver pokonało Nowy Orlean 107-86, remisując do przerwy, ale niestety miniona noc była tutaj w Szczecinie zbyt gorąca by nie znużyć o poranku. Zwłaszca, że mam okno na wschód słońca, więc nici z obejrzenia drugiej połowy. Z tego co jednak już zdążyłem zobaczyć/przeczytać i w zasadzie z tego co widziałem - nie stało się w tym meczu nic czego jeszcze w tej serii nie widzieliśmy - średnio 37.5 punktu przewagi Nuggets przy zwycięstwach nad "Szerszeniami". Bardziej atletyczna gra, niezła defensywa (George Karl mówi, że żaden jego zespół nie bronił tak dobrze. Tak, Panie Karl - żaden pański zespół nie bronił tak dobrze... i co?) i dużo więcej talentu w ofensywie. Dużo więcej.
James Posey miał w pierwszej połowie dwie akcje z rzędu, w których wyglądał jak 'All-Star'. Najpierw zaczął grać tyłem do kosza z Kenyonem Martinem - co swoją drogą dowodzi tylko tego jak wielkie problemy mieli Hornets z uruchomieniem ofensywy w tej serii - zrobił świetny 'head-fake' i Martin - uważający siebie za lock-down defender poszedł w prawo, a James poszedł w lewo. Easy and simple. 2 punkty. Następna akcja, 30 sekund po tym, Posey dostaje piłkę tyłem do kosza , za nim Chris Andersen (BEAST!) i tym razem Posey poszedł w prawo (simple but not so easy)i ładnym fade-away'em umieścił piłkę w koszu. Nie jest jednak dobrze, gdy Posey zdobywa 18 punktów w meczu dla Twojego zespołu.
Gdy Chris Andersen wchodzi na parkiet w Pepsi Center to trzeba to po prostu usłyszeć. Czy jest jakiś rezerwowy gracz w NBA, który regularnie dostaje taki aplauz od kibiców, gdy wchodzi na boisko? Brian Scalabrine?:) Przysięgam, że nie słyszałem. Nuggets w pierwszej połowie jednak byli trochę rozluźnieni. Zwłaszcza broniąc pod własnym koszem, kilkukrotnie zauważyłem, że pozwalali np Seanowi Marksowi czy D-Westowi (35 pkt do D2F, spodziewałem się ...mniej) na skończenie akcji, tylko po to by rozpocząć kontratak. Jednak właśnie to pozwoliło mi spokojnie zasnąć, bo właśnie tym pokazywali, że mimo wszystko mają ten mecz pod kontrolą, więc spodziewam się, że Karl trochę naskoczył na swoich graczy w szatni za to rozluźnienie i w drugiej połowie Nuggets bardziej przycisnęli w defensywie, stąd 107-86 i 37 punktów Hornets przez ostatnie 20 minut. Nuggets -51% z gry. Hornets - 39.
Hornets rok temu o tej porze, byli zespołem, który miał w kolejnym sezonie zajść jeszcze wyżej. Teraz wobec problemów finansowych (pamiętacie nieudany handel Tysonem Chandlerem) Hornets będą zmuszeni pozbyć się tego lata któregoś z wysokich kontraktów. Peji Stojakovica z jego kontraktem raczej nikt nie będzie chciał, ale już taki Chandler (do Phoenix?) czy David West (Detroit?) mogą wzbudzić zainteresowanie. Wydaje się, że w listopadzie zobaczymy dosyć odmieniony zespół, ale GM Hornets musi się spieszyć, by pokazać Chrisowi Paulowi, że jest w stanei wokół niego zbudować zespół grający tak atletycznie i przebojowo jak Nuggets. Inaczej - 2010.
Denver Nuggets vs Dallas Mavericks - mamy pierwszą parę drugiej rundy (wow, to będzie najlepsza seria drugiej rundy play-offs) i czekamy jeszcze na rozstrzygnięcia w czterech seriach rundy pierwwszej. Dzisiaj trzy mecze - w United Center kibice powinni zgotować "Celtom" prawdziwe piekło, a Stan Van Gundy nadal nie wie czy w pierwszej piątce wystawi Tony'ego Battie czy Marcina Gorttie.
Miłego dnia. A teraz biorę piłkę i idę na asfalt robić to samo co Sean Marks (luv u Marxiee).


czwartek, 30 kwietnia 2009, mac.kwiatkowski

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: HeaT, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/04/30 13:06:32
Miami nie zawalili tego meczu, ta porażka była wliczona w tą serie...zawalili drugi mecz u siebie, który powinni wygrać i teraz wracali by do AAA z przewagą parkietu i zwycięstw...już jutro mogliby świętować awans do kolejnej rundy, a tak będą musieli się jeszcze pomęczyć...Wade wczoraj obudził się po przerwie, ale wciąż gra z tą kontuzją pleców...może być ciężko...chyba każdy kibic nba (oprócz tych hawks:) chciałby aby do nastepnej rundy awansowali Heat...powód jest prosty, min. 4 fascynujące pojedynki LBJ z Wadem, zawsze mecze pomiędzy tymi drużynami obfitowały w wiele ciekawych akcji dlatego wciąż wierze w awans Heat:)
-
Gość: imq, *.internetdsl.tpnet.pl
2009/04/30 13:16:39
Back spasms Wade'a wydaje sie kontuzja, ktora emanuje na cala druzyne. Dziennikarze z Miami pisali, ze niewielu zawodników w ogole myslaloby o grze w takim stanie jak jest/byl D-Wade (opisana sytuacja jak w szatni przed treningiem nie mogl odejsc od sciany bo mogl sie wywrocic etc.). Tutaj ciezko tak ocenic ta sytuacje, bo Wade w sumie gral niezle, chociaz moglo sie oczekiwac od niego wiecej, no ale ta kontuzja...

Dla mnie zabraklo agresji przede wszystkim, to co bylo sila Heat w meczach 2 i 3 teraz znow jest ich slaboscia, i jezeli tego nie poprawia seria moze zakonczyc sie juz w Miami - a mianowiscie ZBIORKI. Klucz do sukcesu, szczegolnie na bronionej tablicy. Nie mozna dawac w Playoffs tyle szans przeciwnikowi na ponowienie akcji. Dodatkowo chcialbym zobaczyc jeszcze ta "iskierke" w JO, bo jakos znow sie zapadl w przecietnosc. Jednym z najslabszych ogniw Miami w tej serii jest Beasley, co mnie zasmucilo bo rowniez myslalem, ze to on moze byc tym X-FACTOREM.

Pamietam mecz Heat z Celtics podczas nieobecnosci Dwyane'a, wtedy naprawde ruch pilka wygladal fajnie mimo,ze nie bylo najlepszego zawodnika nawet na lawce rezerwowych - teraz powracamy do starego Miami, nie ma Wade'a na parkiecie - gramy kaszane. Niemniej jednak poki seria trwa nie powinnismy przestawac wierzyc, wystarczy zwyciestwo w American Airlines Arena a pozniej niespodzianka w Phillips Center i jestesmy w domu ;-)

Let's go Heat!

P.S Calkowicie zgadzam sie z "HeaT", mecz nr 3 powinien zostac wygrany - po 1 Atlanta nie grala za dobrze - po 2 gralismy u siebie(!!!) , bardzo latwo to sie moze zemscic, dajac Hawks "momentum" i podnoszac ich na duchu. Zamiast 3-2 dla Miami jest 3-2 dla Hawks, taka gra. Ale to nie powinno miec miejsca nawet ;-)
-
Gość: Ko1, *.sileman.net.pl
2009/04/30 13:23:39
Mysle ze seria Lakers vs Rockets(ewentualnie trailbalzers) moze byc rownie ciekawa:)
-
2013/02/06 10:43:27
Jak oni grają to zawsze się mega jaram to jest niesamowite co ci goście potrafią robić z piłką , to oglądam to wyłączam w domu ogrzewanie co bo juz jestem na tyle rozgrzany
-
2013/04/15 15:03:39
I tak każde mmo rpg jest lepsze niż to co inu wyprawiają ;) wiedomo ziomeczki nie ;']
-
2013/09/05 10:26:46
MMO lepsze od kosza? Też powinieneś chyba włożyć nogi do wody bo ewidentnie masz gorączkę stary. Wciąż jako kibic Huston pamiętam ten mecz - co tam się działo tego słowa nie opiszą - choć Twoje dają radę. To były świetne czasy dla Hustów, nawet polkę mieli wtedy w sztabie...Edyta Kurek, sprawdźcie sobie!