Maciej Kwiatkowski (e-basket.pl), Piotr Makulec (probasket.pl), Sebastian Hetman (Bunio) oraz Rafał Juć (Collegehoops.pl) to czterej koledzy po fachu lub ot tak po prostu, donoszący i piszący o sprawach aktualnych, ważnych i mniej ważnych, związanych z amerykańską profesjonalną i akademicką koszykówką.

sobota, 31 stycznia 2009
KNICKS W PLAY-OFFS 2009 - NAPRAWDĘ?

DNIÓWKA: 30 STYCZNIA (piątek)





Dobra informacja dla San Antonio - Hornets nie mają Jannero Pargo. David West kontra Tim Duncan, Chris Paul kontra Tony Parker - to powinno wystarczyć jako zapowiedź wieczoru. Ani jeden, ani drugi zespół nie gra ostatnio przekonująco. Tzn Hornets grali naprawdę nieźle - do wczoraj, gdy obejrzałem ich całe spotkanie przeciwko Golden State Warriors. Jeszcze raz - 36% z gry przeciwko najgorzej broniącemu zespołowi w lidze?!

O godzinie 1.00 startuje mecz Indiana - New York - czy jestem jedyny, który typuje Knicks do play-offs w tym sezonie? Zobaczcie: Toronto naprawdę nie zrobi tego tym składem, Milwaukee bez Redda też nie, NJ Nets przegrali 8 z 9 ostatnich meczów. Mamy Boston, Cleveland, Orlando, Atlantę, Filadelfię, Miami, Detroit i jedno wolne miejsce - wg mnie właśnie dla Knicks.

Elton Brand gra obecnie na pozycji środkowego w Sixers - na pozycji centra Brand grał rewelacyjne mecze w drugiej części sezonu i w play-offs w 2006 roku (sorry Chris Kaman, za dobrze pamiętam tamten sezon Branda, Cassella i Clippers). Dzisiaj Sixers podejmują u siebie dołujących ostatnio NJ Nets. Nie przesadzałbym z siłą "Szóstek". OK, mogą grać szybko i wygrywać z każdym, ale przeciwko zespołom które grają w obronie tak dobrze jak Celtics albo Magic czy Cavaliers - nie daje im większych szans w play-offs.

Dirk Nowitzki do końca życia będzie pamiętał co zrobił Mavericks Dwyane Wade we wspomnianych akapit wyżej play-offs 06'. Najbardziej jednogłośne MVP Finałów tej dekady? Dzisiaj o 1.30 Heat podejmują Mavericks, którzy bez zmian mogą znaleźć się poza play-offs. Zresztą, wg mnie... tak się stanie. Trail Blazers, Suns, Jazz - znajdą się przed nimi. Dzisiaj o 4.00 nad ranem w Salt Lake City Deron Williams i spółka grają u siebie z Portland i ta rywalizacja naprawdę nabiera rumieńców. Nie śpię do 6.30. Jazz grają rzadkie back-to-back na własnym parkiecie. Wczoraj pokonali OKC Thunder, ale grając dzień po dniu wygrali w tym sezonie ...raz.

No i na koniec - Memphis Grizzlies podejmują u siebie L.A. Lakers już drugi raz w tym sezonie. W grudniu Lakers wygrali, ale nie poszło im wcale tak łatwo. Dzisiaj nie widzę, by cokolwiek było im w stanie przeszkodzić.

A teraz wybaczcie - nie widziałem nigdy "Tajemnicy Brokeback Mountain". Moja narzeczona twierdzi, że nie ma takiej możliwości, bym zdołał obejrzeć ten film do końca.

CO DALEJ W TERMINARZU:

1 luty (niedziela)

18.00 Minnesota @ Boston
18.00 Orlando @ Toronto
20.30 Cleveland @ Detroit
21.00 Oklahoma City @ Sacramento

20:55, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (5) »
NFL SUPER BOWL: NIE BĘDZIE JUTRA
 
 

Zapomnijmy na moment o NBA, o fakcie, że błędy z jednego finałowego meczu można naprawić w następnym. Niestety w NFL nikt nie ma tego przywileju. Kiedy rozgrywasz tylko jedno spotkanie nieważne są kontuzje, nieważne kogo pokonało się do tej pory. Liczy się ta jedna chwila, której doświadczyć mogą tylko nieliczni.

Nie będę dziś typował wyniku. Jeśli ktoś czytał moje wcześniejsze notki, doskonale zdaje sobie sprawę z tego komu będę kibicował. Po prostu przedstawię to jak widzę obie drużyny ich dobre i złe strony. Mimo że to blog, przez moment postaram się być maksymalnie obiektywny, a skoro to notka na temat ostatniego meczu, może być też nieco przydługawo.

 


Arizona Cardinals
 
 
 

To właśnie Arizona Cardinals wystąpi w tym meczu jako gospodarze, a przynajmniej na to będą wskazywały ich stroje. Samo spotkanie odbędzie się bowiem w Tampie na Florydzie, więc na żadnym ze stadionów finalistów. Poprzednim razem znaleźli się w tym miejscu jeszcze jako Chicago Cardinals czyli ponad pół wieku temu. Przez wielu są porównywani do zeszłorocznych New York Giants – zdobywców Super Bowl. Głównie z powodu ich niewielkich szans na dojście tak daleko.

Arizona to bardzo dobrze poukładany skład. Posiada kilka luk i jednocześnie atuty, którymi mogą je skutecznie zatuszować. Przede wszystkim bardzo, ale to bardzo słabo biegają. To prawda, mają młodego Tima Hightowera, który zapewnił im zwycięstwo w poprzednim meczu przeciwko Eagles. Niestety na obronę przed którą stanie pierwszego dnia lutego to może zwyczajnie nie wystarczyć. Jednak gra dołem, a raczej jej brak przestaje być problemem kiedy dysponuje się tercetem formatu jaki prezentują Kurt Warner, Larry Fitzgerald i Anquan Boldin. Szczególnie dwaj pierwsi zdominowali te play-offy w praktycznie każdej statystyce opisującej ich pozycje. Z trzecim Panem wiążą się natomiast problemy dotyczące nowego kontraktu, ze względu na który chociażby wymieniony wcześniej Fitzgerald zgodził się na zmniejszenie swoich dochodów. Kłopotliwa sytuacja, można to zamienić tak w świetną motywację jak i powód zaniżenia lotów, wszystko okaże się w trakcie meczu. Na pewno chociaż kilka słów należy się Warnerowi. Niesamowity quarterback bazujący na swoim jedenastoletnim doświadczeniu, świetnym timingu, precyzji oraz niebywałej świadomości możliwości i ograniczeń swoich kolegów.

Oczywiście jest też defensywa, o której niewiele mówiło się w sezonie regularnym. Natomiast to ona pozwoliła im w tak ogromnym stopniu zdominować mecz przeciwko Carolinie Panthers. Front seven sprawuje się doskonale, co muszę przyznać, bardzo mnie zaskoczyło. Zważywszy na to, że jak do tej pory każdy mecz rozgrywają przeciwko running backom, którzy stanowią czołówkę ligi: Mike Turner, DeAngelo Williams czy Brian Westbrook. Dość oszczędne ich wykorzystywanie sprawiło, że Arizona wypada oszałamiająco dobrze pod względem ograniczania gry dołem. Nie mam jednak zamiaru zaniżać ich oceny. Tacy zawodnicy jak Karlos Dansby i jego koledzy cechujący się sporym dynamizmem oraz szybkością, dzięki którym potrafią zrobić naprawdę wiele. Siła ich obrony tkwi jednak w secondary, czyli zawodnikach działających „na tyłach”. Adrian Wilson, safety uważany (i słusznie) za jednego z najlepszych w lidze. Jest też młody cornerback, o którym zdarzało mi się wspominać przy okazji poprzednich notek Dominique Rodgers-Cromartie. Tu jednak pojawia się istotne pytanie. Czy niespełna 22 letni pierwszoroczniak podoła presji? Niestety bardzo niewielu młodych zawodników zdaje ten egzamin.

To tylko na marginesie, ale trzeba wspomnieć o bardzo istotnym fakcie. Ken Whisenhunt – obecny head coach Arizony. To były koordynator ofensywy Pittsburgha. Doskonale zna więc wielu zawodników drużyny, z którą przyjdzie mu się już niedługo zmierzyć.

 

Pittsburgh Steelers

 

 

Tym razem to właśnie od szkoleniowców zacznę. Ławka trenerska w przypadku Steelers jest niezwykle specyficznym tworem. Wszystko zaczyna się od Mike’a Tomlina – zdobywcy tytułu trenera roku. Jednego z najmłodszych „kołczów” w profesjonalnym sporcie. Co więcej jest to szkoleniowiec, który już w drugim sezonie swojej pracy doszedł z Pittsburghiem do finału będąc niewiele starszym od weteranów, których prowadzi (dokonał tego jako najmłodszy w historii). Stoi przed ogromną szansą zostania drugim czarnoskórym trenerem i zdobywcą Super Bowl jednocześnie. Nie ma jednak mowy o brakach doświadczeniu. Dick LeBeau – człowiek, który w tej lidze jest już od 50 sezonów, czy to jako niesamowity cornerback, trener czy obecnie koordynator defensywy (powszechnie uważany za najlepszego w całej historii tego sportu) jest ogromną skarbnicą wiedzy z łatwością uzupełniającą ewentualne braki Tomlina.

O czym mówiono nawet w trakcie meczu Orlando Magic – Cleveland Cavaliers. Pittsburgh Steelers to efekt stosowania od 1933 roku jednej i tej samej myśli trenerskiej – obrona ponad wszystko. Nie trudno się więc dziwić temu, że pod tym względem są obecnie po prostu potęgą i jednocześnie jednym z najbardziej defensywnie kompletnych zespołem w historii ligi. Wszystko zaczyna się od front seven, w której znajdują się chociażby dwaj gracze oddelegowani do gry w Pro Bowl (All Star), wchodzący w skład czwórki niesamowitych Linebackerów: James Harrisom (defensywny gracz sezonu), LaMarr Woodley (razem z poprzednim są najlepszym pod względem dopadania rozgrywającego przed jego podaniem duetem w lidze), James Farrior i Larry Foote. Ich uzupełnienie stanowi trójka linemenów, którzy tworzą swoim kolegom niesamowicie dużo miejsca. Ludzie nie wierzą dopóki nie zobaczą, ale Aaron Smith i Brett Keisel to naprawdę goście zdolni zatrzymać po dwóch rywali bez cofania się nawet o krok. W dalszych części pola również nie brakuje talentu, niesamowity Troy Polamalu i Ryan Clark (ten, który ostatnio posłał gracza Baltimore do szpitala) to zdecydowanie najmocniej uderzający duet safetych w lidze. Uzupełnia ich grono nie ustępujących im cornerbacków. Jak do tej pory Larry Fitzgerald nie stanął naprzeciw dorównującej mu atletycznością obrony, to będzie naprawdę interesujące widowisko.

Natomiast w ataku Pittsburgha nie ma fajerwerków. Nie dominują w statystykach, ale posiadają coś czego nie ma nikt inny. Potrafią beznadziejne sytuacje przekuć w ogromne sukcesy. Głównie za sprawą ich nieprzewidywalnego rozgrywającego Bena Roethlisbergera, najmłodszego quarterbacka, który sięgnął po Super Bowl. Często zarzuca mu się błędne decyzje i zbyt długie przetrzymywanie piłki. Nadrabia to jednak mobilnością i doskonałą grą w obliczu silnej presji obrony, właśnie te umiejętności często pomagają mu wyprawiać na boisku niesamowite rzeczy. Big Ben zdecydowanie ma komu podawać. Młodzi Santonio Holmes i Nate Washington to niezwykle szybcy i bardzo groźni (szczególnie pierwszy) skrzydłowi kiedy mają nawet kilka jardów wolnego pola na nabranie prędkości. Oprócz nich jest jeszcze Hines Ward, czyli MVP finałów sprzed trzech sezonów. Nie będę pisał o nim wiele. Niestety doznał dość poważnej kontuzji w poprzednim meczu i o ile nie ma wątpliwości co do tego, że na boisku się pojawi. Trudno przewidzieć jak będzie wyglądała jego gra. No ale, ale w przeciwieństwie do Arizony, Pittsburgh to przede wszystkim first run team. Mają naprawdę ogromny atut w osobie Williego Parkera, który w pełnym zdrowiu zagrożeniem jest zawsze i dla każdego.



***

Tyle z mojej strony, teraz zostało nam tylko liczyć pozostałe do wielkiego meczu godziny. Wielu nadal uparcie twierdzi, że czeka nas jeden z najnudniejszych finałów. Dla mnie kiedy spotykają się dwie drużyny, które potrafią doprowadzać do jednych z najefektowniejszych akcji tak posiadając w danym momencie piłkę, jak i grając w obronie. Nie można w żadnym wypadku mówić o jakimkolwiek braku emocji. Jakby tego było mało za mikrofonem zasiądzie nie kto inny, a legendarny John Madden, prawdziwa legenda tego sportu i mistrz ponad mistrzów jeśli o komentowanie meczy chodzi.

Pierwszy dzień lutego, godzina 6 p.m. czasu amerykańskiego, a później po prostu nie będzie już jutra.
19:46, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (8) »
CZEGO BOI SIĘ KOBE

Nie wiem czemu o tym piszemy. Chyba tylko dlatego, że jest sobota, a my jesteśmy blogiem. A może chcę godnie zastąpić Piotrka w dziale ciekawostki, bo nie będzie go przez najbliższe 24h?  No cóż, ta poniższa c-i-e-k-a-w-o-s-t-k-a tyczy się ....

Za Ball Don't Lie i Complex Magazine:

  •  Talk to me about a private failure that wasn't in the headlines, the thing that just keeps you up at night. Something people can relate to. Not necessarily a public thing, but a thing you twist and turn over.
  • Kobe Bryant: [Long pause] Dog [poop]? Like, I hate dog [poop]. I have a dog and I do not clean the crap outside. It's a phobia. It drives me crazy. You wake up in the morning and you think, Damn, this big ol' German shepherd probably just took a crap outside in the yard, and I gotta wake up and go pick it up. That is something that keeps me tossin' and turnin'. Does that qualify?
  • Guess, but that's not so bad. That's just dog [poop].
  • Kobe Bryant: I hate dog [poop]. I. HATE. DOG [POOP]. You're a neat freak! Kobe Bryant: Not necessarily. I just don't like dog [poop].
17:10, mac.kwiatkowski
Link Dodaj komentarz »
NCAA NITE-CLUB

 

 

Piszemy czasem - coraz częściej - o koszykówce NCAA i nasza trójka naprawdę (naprawdę, naprawdę, naprawdę) bardzo chciałaby Was zarazić rozgrywkami koszykówki akademickiej. Np z dwóch powodów:

powód pierwszy - możesz znać przyszłorocznych debiutantów zanim Twoi koledzy z forum będą o nich cokolwiek wiedzieć. Ha!

powód drugi - trenerski, kształcący: można poznać mnóstwo rozwiązań taktycznych w defensywie i w ofensywie od podstaw. Każdy mecz to możliwość zobaczenia nowych pomysłów na strefy, nowych zagrywek, pułapek na połowie, pułapek przy wybijaniu piłki z autu. Nie ma w tej materii jakiegokolwiek porównania z NBA.

Ale o NCAA nie można tylko czytać - trzeba też oglądać. Dlatego zaczynamy od dzisiaj z linkami do najciekawszych meczów wieczoru:

18.00 West Virginia - (7) Louisville  (all-eyez-on: Earl Clark - na zdjęciu - wysoki i wszechstronny skrzydłowy Louisville, plus Rick Pitino jako coach)

21:00 South Carolina - (24) Kentucky (all-eyez-on: Jodie Meeks z Kentucky, rzucający obrońca, Michael Redd postury Chauncey'a Billupsa, być może najlepsza dwójka w tym sezonie w całej lidze, 54 punkty w jednym meczu)

23:45 Wake Forest - Duke (Sportklub) (all-eyez-on: Al-Farouq Aminu, o tym meczu pisaliśmy wcześniej w tym tygodniu, spotkanie, które miałem przyjemność komentować)

 

 

16:50, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (2) »
MARCIN GORTAT SPRZEDA CI WSZYSTKO. SERIO

Wow. Już wiadomo co mógłby (też) robić Marcin Gortat, gdyby w NBA mu nie wyszło... Sprzedawać bilety na mecze Orlando Magic.

Naprawdę się uśmiałem. Marcin dał rewelacyjnie radę. Najlepszy oczywiście fragment o Charlotte i "Don't you wanna see Dwight Howard and Polish Hammer?" czy jakoś tak. Zobaczcie, od 1:20.

 

16:39, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (9) »
JAK UMRZEĆ TO TYLKO W OKLAHOMIE

"A oto mój kolejny trick ...próba śmierci "

Jeśli pamiętacie jak Charles Barkley usiłował pobić rekord Davida Blaine'a ze wstrzymywaniem oddechu, to było to jakieś 30 sekund? Fantastyczny wynik.

Poniżej klip gdy ktoś usiłował dodatkowo pójść w ślady Hoodiniego i nie oddychając, uwolnić się z pułapki. Wszystko działo się w przerwie podczas jednego z mecżów Oklahoma City Thunder. Nagranie przypomina mi polskie kino lat 80-tych: nic się nie dzieje, a na końcu bohater umiera albo nie. Nie wiadomo

 

16:26, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (2) »
KONIEC ŚWIATA / STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ

"Nie doceniliśmy jednak ich od strony hazardu".

Zobaczcie co właśnie trafiło do sieci. Finały 1993, Phoenix - Chicago, rzut Paxsona i legendarny Włodzimierz Szaranowicz

 



36 procent z gry New Orleans Hornets. Możnaby pomyśleć, że grali z Bostonem, Orlando czy Cleveland. Nic bardziej mylnego...

Nie widziałem tak dobrze broniących Golden State Warriors NIGDY. Ronny Turiaf wyłączył w drugiej połowie Davida Westa, Corey Maggette i Stephen Jackson sprawili, że Peja Stojaković był kompletnie bezradny - zarówno w obronie, jak i w ataku. Sam Chris Paul już nie wystarczył. Warriors napakowani bardzo dobrej klasy graczami obwodowymi (Maggette, Jackson, Monta Ellis, Jamal Crawford) - będą od teraz groźni dla każdego rywala. Na play-offs nie mają już żadnych szans, ale tylko patrzeć jak będą dalej zabierać mecze faworytom. 

Wcześniejszy pojedynek w ESPN pomiędzy Detroit Pistons i Boston Celtics był takim udawanym, wielkim meczem. Pistons grają bez rytmu, bez chemii, a mowa ciała zawodników na ławce (nie tylko Iverson) pozostawia wiele do życzenia. Agitowałem tutaj niedawno za zwolnieniem Michaela Curry'ego, ale raczej wątpię by Joe Dumars tak szybko przyznał się do błędu. Nie mniej oznacza to, że Pistons zamierzają ten sezon stracić, choć jeszcze gdzieś tli się w moim mniemaniu to o czym mówił Doc Rivers po meczu "W play-offs będą dużo dużo groźniejsi." OK Doc - oglądam bardzo dużo Pistons od 2-3 tygodni - może nawet więcej niż Ty - i nie pamiętam kiedy po raz ostatni widziałem, by ten team wykonał dwie-trzy zagrywki z rzędu. Jedynie gdy Rip Hamilton pojawia się na parkiecie, to idzie sobie jeszcze przypomnieć, że niedawno ta drużyna była jedną z najlepszych - jeśli nie najlepiej działającą maszyną w ataku pozycyjnym.

Teraz przejmują to po nich Boston Celtics - 10 wygrana z rzędu. Już nie sama defensywa, ale w tym sezonie postęp widoczny jest zwłaszcza w ataku. Aż 25 z 31 celnych rzutów z gry Celtów było asystowane. Zasada "extra-pass" sprawia, że Mistrzowie zaczynają funkcjonować jak kiedyś Pistons, gdy liderował im Chauncey Billups. Teraz zwłaszcza, gdy trafiać zaczął Eddie House i gd wrócił do gry Tony Allen - ich gra nabrała płynności, tzw. flow. A co do defensywy - 78 punktów Pistons.

Andrew Bynum zaliczył piąte double-double z rzędu, ale skłamałbym, gdybym nie napisał, że to Al Jefferson poprowadził wczoraj szkolenie gry post-up. A to i tak nie było to wszystko co pokazuje w ostatnich tygodniach. Gdyby taki Jefferson grał w NO Hornets - spokojniej załapałby się do play-offs niż David West. Bez dwóch zdań. Może jego gra nie jest "flashy", ale chyba nikt nie rzuca lepiej pół-haków w NBA niż obecnie Big Al. Nawet Tim Duncan.

Cleveland Cavaliers po raz drugi z rzędu niespodziewanie grali aż do trzeciej kwarty ze słabym przeciwnikiem z Konf. Zachodniej. No ale skończyło się tak samo jak we wtorek w meczu z Sacramento. Clippers przetrzymali Cavs gdzieś do połowy trzeciej kwarty, po czym pękli i było po meczu. Tarence Kinsey nie będzie mógł grać przez 3-5 tygodni. Szkoda. Lubię tego gracza i chciałbym go widzieć jeszcze częściej. Miał kilka bardzo dobrych minut w meczu z Sacramento, gdy bronił Kevina Martina.

Hej..Zydrunas Ilgauskas wrócił i zaliczył 20/11zb. Szkoda, ze Ziggy padł na kontuzję kostki, bo All-Star w tym sezonie był mu pisany.

 

W POZOSTAŁYCH SPOTKANIACH:

Charlie Villanueva wrócił do Toronto, puknął 26 punktów, zebrał 13 piłek i Milwaukee Bucks wygrali. Zauważyliście ostatnio jak znakomicie poczyna sobie Villanueva ? Wygrywa mi jedną ligę fantasy swoją grą w ostatnich 3 tygodniach. Jeśli jeszcze się nie załapaliście, to szanse są obecnie marne. Villanueva przy swojej wszechstronności i nosie na deskach jest rewelacyjnym pickiem do Fantasy. Lepszym niż Boris Diaw, bo daje chociaż regularnie bloki i przechwyty, i więcej trójek.

Miami Heat zdominowali ostatnio Wizards. A teraz już po trzech kwartach wygrali z nimi Indiana Pacers (z Heat oczywiście). Tak samo rzecz się miała w wygranej Utah Jazz z OKC Thunder (Deron to Brewer czy A.Miller i A.Iguodala - który z tych duetów byście wybrali na obwód do swojego teamu?) oraz w Sacramento, gdzie Joakim Noah i Tyrus Thomas zmiażdżyli podkoszowych Kings (za wyjątkiem Jasona Thompsona, a jak - "my guy" z uczelni Rider i drugie z rzędu double-double). 90-63 jeszcze pod koniec trzeciej kwarty. Brr... Kings są obecnie najgorszym teamem w lidze.

Philadelphia 76'ers cały czas wygrywa. I nawet nie przeszkadza im w tym powrót Eltona Branda (sic). Brand powoli wraca do gry, wchodząc obecnie z ławki, ale w dwóch ostatnich meczach zaliczył łącznie 10 bloków i powinno być tego naprawdę sporo w drugiej częsci sezonu. Tym bardziej, że wobec kontuzji kostki Sammy'ego Dalemberta będzie musiał grać duuuże minuty na pozycji centra (a i tak grał na piątce większość czasu po powrocie po kontuzji).

New Jersey Nets przegrali 8 z 9 ostatnich meczów. Wczoraj w Atlancie, 88-105. Joe Johnson odnalazł w końcu drogę do kosza, po dwóch-trzech tygodniach letargu. On i Devin Harris to dla mnie mimo wszystko najbardziej kontrowersyjne picki do Meczu Gwiazd na Zachodzie Wschodzie. Gdybym miał wybierać dzisiaj? Ray Allen i Mo Williams. Wybiera się za grę w listopadzie, grudniu i styczniu, a nie tylko za sam listopad i grudzień.

Nuggets wyraźnie pokonali Charlotte Bobcats, niszcząc ekipę Larry'ego Browna pod tablicami. Na początku tygodnia pisałem o Nuggets jako niedocenianej sile. Carmelo, Kenyon Martin, Nene - ta trójka - o ile będzie zdrowa - jest w stanie stawić opór każdemu zespołowi pod tablicami, a gdy dołączyć do tego Chrisa Andersena (4 bloki wczoraj i 2-3 co mecz w mniej niż 20 min gry) - zaczynam się bać o San Antonio Spurs.

PS. Calderon spudłował wolnego. Nie pisaliśmy o tym? Być może. Pisaliśmy za to o słabych Toronto Raptors, którzy opuszczą play-offy.

 

14:30, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (7) »
CELTICS VS. PISTONS 3:0???

DNIÓWKA: 30 STYCZNIA (piątek)





Cały tydzień czekałem na to spotkanie. Odkąd w Bostonie znaleźli się Kevin Garnett i Ray Allen, wiedziałem, że będzie to największy rywal Detroit Pistons. I tak też się stało. Fenomenalny sezon, uwieńczony zdobyciem mistrzostwa NBA, a obecny wydaje się być jeszcze lepszy. Jeszcze lepszy dla Celtics i Macieja, a gorszy dla mnie i Pistons.

Celtics są na fali wznoszącej i widać to dobitnie po tym, jak miażdżą kolejnych rywali. Z ostatnich 10 meczów wygrali 9 z rzędu, ze średnią przewagą 16.5 punktu. I jak się ogląda ich grę, nie widać już tych zagubionych graczy, którzy między 25 grudnia a 9 stycznia nie wiedziali co się dzieje - 7 porażek w 9 meczach. "Wielka Trójka" znów gra jak z nut i trudno jest im coś zarzucić. Fenomenalny Rajon Rondo, który coraz bardziej jest podobny w wynikach do Jasona Kidda, kieruje poczynaniami zespołu tak dobrze, że czasami zastanawiam się czy on nie gra w lidze już z 10 lat? No i Eddie House... cóż ten chłopak wyprawia w ostatnich meczach. Gdy daje zmianę z ławki, jest maszyną do zdobywania punktów. W ostatnich 4 meczach trafił 22 rzuty za 3 punkty (na 32 próby, co daje prawie 69%)! W środowym, wygranym, meczu z Sacramento Kings House eksplodował, trafiając 8 na 9 rzutów za 3 i kończąc zawody z dorobkiem 28 punktów. Wow.

Tak jak House wydaje się być bezcenny w ostatnim czasie dla Bostonu, to takim samym graczem dla Detroit jest Rasheed Wallace. W ostatnim meczu z Timberwolves Sheed zapisał w statystykach 25 punktów i 11 zbiórek przyczyniając się walnie do wygranej z jedną z najmocniejszych drużyn po Nowym Roku. Ale jego dobra dyspozycja ze środy może zostać już jutro zapomniana, bo Pistons grają słabo w tym sezonie. Co prawda wygrzebują się z dołka, którym jeszcze niedawno było 7 przegranych z rzędu, lecz wyjście z dziury wydaje się być niemożliwe jeszcze przez trzy dni. Wizja meczów z Boston Celtics i Cleveland Cavaliers w niedzielę, może deprymować, ale zarazem być idealną okazją by odzyskać wiarę i wejść w rytm.

Jednak bądźmy realistami. Pistons grają w kratkę. Są w tym sezonie nieprzewidywalni i nie zwykli wygrywać z największymi rywalami (prócz Lakers). Z Bostonem sprawa wygląda nieciekawie. Odkąd w ekipie z Massachussetts w 2007 roku zjawili się Garnett&Allen, Tłoki przegrali 8 meczów z 11 rozegranych między zespołami. I co bardzo ważne, aż 4 z 5 porażek były poniesione w The Palace Of Auburn Hills, gdzie zawsze (no ok, od 2002 roku) Pistons byli bardzo mocni. Co jeszcze nie napawa mnie - i fanów Pistons - optymizmem to to, że w tym sezonie drużyny dwukrotnie już grały ze sobą i... dwukrotnie Boston był górą (średnio 15 punktami). Cóż rzec... Do trzech razy sztuka?

Mecze na: www.ATDHE.net i www.justin.tv/sports/basketball

CO DALEJ W TERMINARZU:

31 stycznia (sobota)

01:00 New Jersey @ Philadelphia
01:00 New York @ Indiana
01:30 Dallas @ Miami
02:00 LA Clippers @ Washington
02:00 LA Lakers @ Memphis
02:30 Atlanta @ Milwaukee
02:30 New Orleans @ San Antonio
02:30 Golden State @ Houston
03:00 Chicago @ Phoenix
04:00 Utah @ Portland

01:00, p.makulec
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 stycznia 2009
BARTOSZ TOMCZAK I "PRZERWA NA ŻĄDANIE"
19:43, p.makulec
Link Komentarze (2) »
EDDIE IS IN DA HOUSE

W trzech z czterech ostatnich meczów Eddie House trafił 23 rzuty za 3 punkty (na 31 prób). Ridicoulous jak mówią za Oceanem.

 Zapraszamy w Świat Eddie'go House'a:

 


18:41, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23