Maciej Kwiatkowski (e-basket.pl), Piotr Makulec (probasket.pl), Sebastian Hetman (Bunio) oraz Rafał Juć (Collegehoops.pl) to czterej koledzy po fachu lub ot tak po prostu, donoszący i piszący o sprawach aktualnych, ważnych i mniej ważnych, związanych z amerykańską profesjonalną i akademicką koszykówką.

sobota, 28 lutego 2009
20:00 BIG EAST GAME czyli GRA O WSZYSTKO
 

20:00 Uczelnia NotreDame gości bowiem na campusie (3) Connecticut
 
UConn to obecnie nr 1-2 w Big East, obok Pittsburgha, z którym przegrali w poprzedni poniedziałek, ale wobec porażki Pitt we wtorek z Providence, oraz porażki UNC z Maryland, oraz przegranych Oklahomy (bez Blake'a Griffina) - UConn walczą dziś o powrotny awans na 1 miejsce rankingu.
 
Jeszcze tylko przypomnę.. UConn ma w swoim składzie Hasheema Thabeeta (na zdjęciu), mierzącego 221 cm Tanzańczyka, który w koszykówkę gra dopiero 4-5 rok. Thabeet to główny kandydat do miana najlepszego defensora w całej NCAA. Znakomity shot-blocker, to nie tylko wzrost, ale też i timing. Do tego rozgrywającym jest A.J. Price, który w ostatnim meczu rzucił 36 punktów, miał 6 asyst i 6 zbiórek. Price to playmaker, na obwodzie są jeszcze freshman Kemba Walker, senior Craig Austrie oraz niski skrzydłowy Stanley Robinson, którzy usiłować będą zastąpić brak do końca sezonu kontuzjowanego Jerome'a Dysona, najlepszego defensora i drugiego strzelca UConn.
 
Notre Dame to natomiast inna historia w tym sezonie. Po porażce z UConn w styczniu, "Fighting Irish" przegrali 5 spotkań z rzędu, potem kilka kolejnych i dopiero teraz zaczynają się odgryzać i są naprawdę Walczącymi Irlandczykami!!! Notre Dame wygrali 4 z ostatnich 5 spotkań, w tym rozgromili Louisville (nr 3 w Big East) 90-57 i walczą o awans do turnieju NCAA. Jeśli wygrają dzisiejszy mecz to tam się najprawdopodobniej znajdą. Jeśli nie - bye bye Notre Dame... Uratowałoby ich wtedy tylko wygranie turnieju konferencji (za 2 tygodnie)...
 
Notre Dame to przede wszystkim jeden człowiek i jego dwóch pomocników. Luke Harangody to najlepszy ofensywnie podkoszowy w Big East, to zawodnik na 25 punktów w meczu i 15 zbiórek, ale jeśli go nie widzieliście nigdy w grze - to możecie już teraz zapomnieć o Antawnie Jamisonie czy Zachu Randolphie. Harangody, niczym Tyler Hansbrough, potrafi oddawać rzuty spod kosza z praktycznie każdej pozycji i w kazdy sposób, mimo tego, że czasem wygląda jakby nie mógł się oderwać od parkietu. To jeden z tych graczy, którzy są gwiazdami NCAA, a w NBA będą co najwyżej role-players.
 
Harangody dostaje pomoc od strzelców za trzy, Roy'a Ayersa i zwłaszcza Kyle'a McAlarney'a. Od tych dwóch graczy zależeć dzisiaj będzie najwięcej w drużynie Fighting Irish, bo Harangody to pewne 25/15. Ten drugi - McAlarney - to najlepszy snajper za trzy w Big East i jeden z najlepszych w kraju, ale to stricky-shooter. Potrafi rzucić 10/12 w jednym meczu i 1/10 w kolejnym. 
 
Warto dodać jeszcze, że przed sezonem Thabeet wyśmiewał w prasie Harangody'ego - potem za to przepraszał, ale myślicie, że Harangody o tym nie pamięta? Nie ma szans.
 
Taktycznie patrząc na ten mecz - kluczowe może być to, że Harangody starać się będzie wyciągać Thabeeta spod obręczy. Wtedy na 5-6 metrze jego 221 cm nie stanowi już żadnego zagrożenia, a strefa podkoszowa zostaje wolna. Jeśli bowiem Thabeet nie bedzie wychodzić, to Harangody bez problemu może rzucać trójki.
 
17:55, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (1) »
"WHITE MONKEY" i JAK CHANDLER ZMIENIA HORNETS

Taki cichy bohater wczorajszego dnia, ale rozgrywał pewnie najlepszy mecz w karierze. Kolejny dowód na to, że pod tablicami Raptors można zaliczyć imprezę życia: Louis Amundson 20 punktów - 10 zbiórek - 4 bloki, w tym kilka takich wsadów, że ten poniżej z meczu przeciwko Clippers nie byłby nawet nr 3. Nie znalazłem jednak ani jednego z tych, które szukałem i znając sławę Amundsona - może być ciężko. Zwykle nie robimy takich rzeczy z takich okazji, ale niespecjalnie przepadałem dotychczas za Amundsonem, więc robię to z dobrego serca i by puknąć się lekko w pierś - wszakże nadal pamiętam, że Raptors pozwolili Suns na 90 punktów z pomalowanego! Mr. Amundson, here is your highlight:

 

 
Nie chcę jednak dodawać, że to może być pierwsza część pożegnalnego touru Suns po naszym blogu, bo nie wygląda mi to w żadnym wypadku na przeskoczenie Dallas, nie mówiąc już o Portland, Utah czy Houston.
 
New Orleans Honets wygrali natomiast trzy mecze. I kto gra świetnie? Tyson Chandler proszę państwa. 13.0 pkt, 12.0 zb - a Hornets wygrali trzy mecze na deskach +11, +13, +11. Przypominamy, że Hornets bez Chandlera byli najgorzej zbierającym teamem ligi. Brakujący element - inaczej tego nazwać nie można.
 
A to tylko kolejny powód dla którego Suns moim zdaniem do play-offs nie wejdą.
 
 
 LOS ANGELES 48-11
 SAN ANTONIO 39-18
 DENVER 39-20
HOUSTON 37-21
 PORTLAND 36-22
NEW ORLEANS 35-22
 UTAH 35-23
 DALLAS 35-23
PHOENIX 33-25
 
16:29, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (6) »
ROCK STARZ

 Odpalam komunikator: trzy osoby, trzy pytania. "I jak Marbury w pierwszym meczu? Patrząc po statsach dobrze.". Może niech sam coś o tym powie, a między słowami jest kilka jego akcji:

 
Cóż - Stephon Marbury w koszulce Celtics wygląda przerażająco, bo a) nie pamiętam kiedy ostatni raz ktoś tak wytatuowany zakładał klasycznie sie kojarzący raczej z Birdem, Ainge'm czy Scalabrine trykot Bostonu (zawsze musi być jakiś "Irlandczyk" w Celtics, Raef LaFrentz gdzie jesteś) EDIT: Delonte West b) wizja duetu rezerwowych obrońców w osobach Marbury'ego i Eddie'go House'a wyglądała na pierwszy rzut oka  groźnie, bardzo groźnie dla rywali Celtics. Ciekawe ilu kibiców Cavaliers czy Lakers zmroził wczoraj choć trochę ten widok. I to było moje odczucie jeszcze zanim Starbury zrobił cokolwiek dobrego.
 
Zaczęło się od udanego podania, by potem nie dać rady dwukrotnie przykryć Brandona Rusha (takiego mu dali), który trafił dwie trójki. Chwila potem Pacers już prowadzili. Pierwsze wejście - 6 minut, 1/2 z gry, ale nic prócz tego. Druga połowa natomiast wyglądała już w defensywie troszeczkę lepiej. Lepiej bo eszcze na 6 minut przed końcem Marbury był na boisku, zdobywał punkty, asystował, wyglądał bardzo dobrze jak na pierwsy mecz po raptem godzinie piętnaście treningu rzutowego z drużyną. Dostał owację na stojąco po wejściu na parkiet i po pierwszym rzucie. Widać było, że jeszcze nie nadąża za defensywą, ale mówimy tutaj o najlepszych rotacjach obronnych w lidze, więc to w zasadzie nic dziwnego, ale w ofensywie wyglądał naturalnie i po prostu dobrze. 13 minut, 4/6, 8 punktów, 3 asysty.
 
Celtics przegrali ten mecz na deskach. Nie mogę oglądać jak gra Mikki Moore - to jeden z tych koszykarzy, który w większości akcji robi pewne rzeczy o 0.5 sekundy za późno. Te pół sekundy dzieli go od bycia graczem double-double w NBA w tej lidze przez lata, ale w tych pół sekundy zawiera się też coś nie do przeskoczenia, przez brak bożego talentu czy może koncentracji, bo niewątpię, że Moore pracuje na treningach za trzech. Wczoraj Moore i Perkins zostali wyjęci z tego meczu przez podkoszowych Pacers. Troy Murphy powinien dostać jakąś nagrodę za ten sezon. Nie pamiętam kiedy po raz ostatni widziałem taką kombinację zbiórek i rzutów za trzy punkty. Jakaś podpowiedź? Jeśli nie dostanie, to na pewno dostanie ją chociaz od biedy i u nas.... Celtics mieli na szczęście Ray'a Allena - 30 pkt., 6x3.
 
I tak w zasadzie skupiłem się na tym meczu, oglądając to spotkanie na zmianę z Detroit Pistons i Orlando Magic - i tak sobie myślę, że teraz chyba już naprawde naprawdę naprawdę można  powiedzieć o złym match-upie Pistons dla Magic. Można też powiedzieć o przegranej zdecydowanie desce Orlando. Dwight Howard nie jest w stanie zdominować match-upu z podkoszowymi Pistons (13 zb. Howarda to w jego dzisiejszych czasach na pewno nie dominacja), natomiast obrońcy Pistons jak zwykle są nie do zatrzymania dla obrońców Magic (kto kryje Richarda Hamiltona). I to chyba o to tutaj chodzi, aczkolwiek - jak mówię - technicznie widziałem tego spotkania tylko fragmenty.
 
 
 
Potem od razu przerzuciłem się na Zachód, gdzie śledziłem jak pięć drużyn walczy wciąż o to, by pozostać w wyścigu o play-offs, czy też o home-court advantage w pierwszej rundzie. Nie patrzyłem tylko na Portland, będąc pewnym końcowego rozstrzygnięcia, ale już Toronto i Phoenix było warte popatrzenia i utwierdzenia się w jednej kwestii. 45 punktów Shaquille'a O'Neala akurat przeciwko Raptors nie dziwi mnie W OGÓLE. Raptors nie mają żadnej gry pod koszem. Raptors nie mają po prostu w składzie żadnego "dużego ciała" zdolnego zatrzymać O'Neala, który robił sobie co chciał - 20/25 z gry - no co tu dużo mówić. Otwarty mecz, mało defensywy. 56% z gry Suns i gdyby tak Jay Triano miał w drużynie Chrisa Bosha, Anthony'ego Parkera i ośmiu Shawnów Marionów to mielibyśmy Raptors w play-offs. Jakby to powiedzieć, by nikogo nie urazić - ten kto szczerze uważa, że Pau Gasol jest "soft" (a nie jest i nigdy nie był), przeżywa wielokrotne stany uniesień oglądając Raptors. To nie jest zespół, który potrafi otrzymać cios w podbródek, by poczuć krew i z tego powodu ruszyć do odwetu i wykonać jakąś kombinację atak-obrona-atak-obrona-atak. Brakuje mi wielkiego serca Nate'a Robinsona, gdy oglądam ten team i jak patrzę w tabelę Wschodu, to chyba nie będę miał już powodów, by znowu go w tym sezonie oglądać.
 
EDIT:  The Suns outscored the Raptors 90-36 in the paint. Brrr. Hej..Louis Amundson is a rock star too!! 20 punktow, 10 zbiórek, 4 bloki, w tym kilka takich wsadów, że byłem naprawdę - nie lubię używać tego słowa ale muszę go użyć - zszokowany. On ma jakąś ksywkę?
 

 
 Dokładnie to czego nie mają Raptors - mieli wczoraj Denver Nuggets, którzy po prostu znokautowali LA Lakers w grze pod samą deską. Zdobyli 42 punkty pod samego kosza i pod samym koszem rządzili i po jednej i po drugiej stronie boiska. Czy to nie jest to o czym pisałem wczoraj w Dniówce i jakiś czas temu odnośnie Nuggets? Ja wiem, że to było chyba pierwsze zwycięstwo Nuggets nad Lakers od kwietnia 2007 roku, ale uważam, że jest to obecnie najlepszy na Zachodzie team na Lakers w wersji bez Bynuma. I było to widać wczoraj - czwórka Nene/Anthony/Andersen/K.Martin - każdy z nich bardziej lub mniej ale gdy znajdował się 2-3 metry od kosza stawał sie najsilniejszym graczem w okolicach deski. 
 
Chris Andersen zaliczył mecz a'la Hasheem Thabeet z Connecticut. Decydujący run w trzeciej kwarcie miał miejsce dzięki dwóm (a może trzem?) blokom Andersena, którego tak generalnie koszulkę muszę sobie kupić - w wersji z tatuażami od razu, fryzurą, żelem, harley'em, wszystkim - David Stern nie może spać spokojnie, gdy widzi Andersena, ale Chris Andersen is a rock star. 
 
Nuggets wszystko co wczoraj kończyli spod kosza starali się wykończyć agresywnie. Nawet Linas Kleiza mial dwie takie akcje, że musiałem przysunąć się bliżej ekranu, by sprawdzić czy to na pewno ten 23-latek z Kowna. Lakers natomiast mieli taki mecz, który nawet najlepszym zdarza się raz na kilka miesięcy. Nie potrafili odpowiadać na ciosy. Gdy mieli już czyste pozycje - o które łatwo nie było - to pudłowali. Ale nie można myślę ich porażki tłumaczyć tylko w ten sposób, tylko obkładać kolano Bynuma lodem co godzinę, co dwie, bo bez niego Lakers nie będą mieli z Nuggets łatwego życia, jeśli mielby trafić na nich w play-offs, właśnie przez wzgląd na tego typu podkoszową przewagę jaką "Bryłki" miały wczoraj. Z dobrze grającym Bynumem to już powinno wrócić do normalności.
 
 O i pardon - widziałem fragmenty pojedynku Cleveland z San Antonio. LeBron James wziąl sobie za punkt honoru swój słaby występ przeciwko Houston i w pojedynkę pokonał San Antonio. W połowie trzeciej kwarty miał już 28 punktów. Z kolei w ekipie Spurs tym razem naprawdę brakowało Tima Duncana, nie mówiąc już o Manum Ginobili. Pops Mensah-Bonsu miał swoje pięć czy sześć minut w czwartej kwarcie. Naprawdę.
 
I jeszcze jeden mecz, na który trafiłem w znakomitym momencie. Było raptem 6 minut do końca, gdy Dallas przegrywali na własnym parkiecie z Oklahoma City Thunder 75-87.  Wtedy jednak Dirk Nowitzki pokazał czemu jest graczem na poziomie MVP - nawet jeśli nie ma szans na tytuł w tym roku. Ja na to czekałem, kibice na to czekali - to nie było nic zaskakującego. Ot po prostu Nowitzki przejął ten mecz, pomagał mu Josh Howard i Mavericks rzucili przez 5 następnych minutch 20 punktów, tracąc 2. Tylko, że prawie fatalnie go przegrali (Kevin Durant grał wczoraj tylko 7 minut). Thunder mieli pięć punktów straty i 20-może 30- sekund do końca, gdy Russell Westbrook został sfaulowany przy próbie za 3 (don't faul a three-point shooter!). Westbrook trafił dwa pierwsze osobiste, przestrzelił trzeciego, Thunder zebrali, Westbrook pobiegł do rogu i rzucił za trzy - remis! Halo! Remis! Dogrywka była już jednak dla Mavericks. Patrzyłem już wtedy częściej na to co dzieje się w hali Denver i w San Antonio, ale chyba to Jason Kidd trafił kluczową trójkę z rogu boiska w dogrywce. Nowitzki 41 punktów. 
 
Zachód będzie się bił co dzień, co kolejkę o miejsca w play-offs. Jak co roku. Warto to oglądać. Stay Tuned.
 
PS. Miami w trzech ostatnich porazkach, przegrało deskę łącznie różnicą 58 zbiórek...
 
 
13:55, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (7) »
TOP 10 ZAGRAŃ: 27 LUTEGO 2009
piątek, 27 lutego 2009
ŚLEDZIMY TOP 4 LIGI / MARBURY #8

DNIÓWKA: 27 LUTEGO (piątek)






01.00 Indiana Pacers @ Boston Celtics

Wszystko dzieje się bardzo szybko. Stephon Marbury dziś o godzinie 10.00 rano (u nas 16-ta) oficjalnie opuścił listę 'waivers' i już przed raptem dwoma-trzema godzinami podpisał umowę z Boston Celtics. Żeby tego mało - pojawi się dziś w biało-zielonym stroju, aczkolwiek to raczej wątpliwe, by już zagrał - bez żadnego treningu. Będzie w trykocie, bo Gabe Pruitt został ukarany absencją od dwóch spotkań, a Brian Scalabrine znowu dostał poważnie w głowę i nie wiadomo kiedy wróci - tak więc jeśli kiedyś myśleliście o tym czy przetrwalibyście 30 minut na parkiecie w NBA, to macie odpowiedź... Po wczorajszej porażce w Houston, Celtics ponownie tracą do Cavaliers już tylko raptem jedną porażkę, a w perspektywie kontuzji Bena Wallace'a, która wykluczy go z gry na 4-6 tygodnie - mistrzowie mają znowu poważne szanse na wygranie wyścigu o 1 miejsce na Wschodzie. W meczu z LA Clippers zawiodły straty - znowu było ich 20. Celtics muszą je ograniczyć, jeśli chcą powtórzyć sukces z ubiegłego roku. Zrobili to jednak rok temu w play-offs, więc może dopiero gra o stawkę wyzwoli na nich lepszą koncentrację, bo czasem odnoszę wrażenie (to do Pana Mr. Ray Allen), że za dużo w tym niepotrzebnej nonszalancji.

Indiana Pacers natomiast - tu przyznam, że nie miałem ostatnio ich okazji oglądać - wygrali 6 z ostatnich 10 spotkań i choć do końca sezonu nie zagra Mike Dunleavy, a nie wrócił jeszcze Danny Granger, to kto wie - może Pacers jeszcze powalczą o ósme miejsce w play-offs.

03.00 Los Angeles Lakers @ Denver Nuggets

Los Angeles Lakers są już numer 1 na koniec tego sezonu regularnego w Konf. Zachodniej. 13 zwycięstw w 14 ostatnich spotkaniach. Ja wiem, że statystycznie jest jeszcze wszystko możliwe, ale no kto o tym myśli poważnie? Gregg Popovich? W życiu... Lakers podróżują sobie więc właśnie po kolejny nr 1 na Zachodzie, mając tez pod kontrolą prowadzenie w NBA i ewentualną przewagę w play-offs. 52, 53, 57 - procent z gry w ostatnich trzech meczach. 42, 43 - procent z gry rywali, ale przede wszystkim aż średnio 17 strat wymuszanych na rywalach w ostatnich czterech meczach. Przy szybkim tempie gry dali sobie wczoraj zebrać na swojej desce 17 piłek, przeciwko Thunder - 12 i jest to moim zdaniem jedyna rzecz, na którą muszą jeszcze cały czas uważać pod nieobecność Andrew Bynuma... No ale widzieliście wczoraj D.J'a Mbengę?

Denver natomiast notują fatalną passę czterech porażek z rzędu i Houston Rockets mają już do nich stratę tylko jednego meczu! W czym tkwi przyczyna? Proszę bardzo... 18.3 straty w porażkach i kuriozalne aż 117 punktu tracone w tych czterech spotkaniach. To nie jest ten sam zespół. Może to kwestia nienajlepszego terminarza, ale Nuggets muszą się szybko wziąć w garść i zwłaszcza nie być tak nonszalanccy w obronie na obwodzie, gdzie rywale trafiają im ostatnio co drugi rzut za trzy. Atak też nie działa najlepiej. No ale być może coś zmieni ewentualny powrót dzisiaj Nene Hilario.

03.30 Cleveland Cavaliers @ San Antonio Spurs

Cavaliers zostali wczoraj pogrążeni przez Houston Rockets, ale dzisiaj jest nowy dzień, a dzisiejszy przeciwnik osłabiony brakiem Manu Ginobiliego i być może Timem Duncanem. LeBron James może zrobić dziś coś specjalnego - wczoraj bowiem zaliczył kuriozalne jak na siebie: 1 zbiórkę i 0 asysty (pierwszy raz w karierze). Dzisiaj jednak nie będzie miał wcale łatwiejszego zadania, bo o ile jest ktoś na Zachodzie kto broni na poziomie Houston - to są to tylko San Antonio. Spurs wygrali cztery ostatnie mecze, tracą mało piłek, niewiele też wymuszają, ale znakomicie bronią drużynowo. Aż przytoczę bo myślę, że warto skuteczność ich rywali w czterech ostatnich meczach:

Portland: 38% - 29% za 3
Dallas: 34 % - 16% za 3
Washington: 33% - żadnej celnej trójki
Detroit: 40% - 17% za 3


I przypomnę tylko, że Trail Blazers to druga ofensywa ligi, a Mavericks łapią się w pierwszej piątce-szóstce. Spurs to najlepszy dowód na to, że o ile atak może być czasem na wakacjach albo w ...szpitalu, to dobra obrona jest czymś constans i może wygrywać spotkania, mimo osłabienia w ofensywie. A jeśli ktoś się dziwi co w NBA robi wspomniany wcześniej Scalabrine czy też Matt Bonner, to niech zapyta ich trenerów. Obydwaj gracze chwaleni są przez swoich coachów za znakomite rozumienie schematów defensywnych. Czasem bowiem nie trzeba być superatletą, by być lepszym defensorem niż zawodnicy blokujący rzuty z poziomu trzeciego piętra...

SOBOTA 28.02
01.00 Orlando @ Philadelphia
01.30 New York @ Miami
02.00 Oklahoma City @ Memphis
02.30 Houston @ Chicago
02.30 Washington @ Milwaukee
03.00 Sacramento @ Utah
04.30 Charlotte @ LA Clippers


22:55, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (2) »
PRZERWA NA ŻĄDANIE

Z kilkugodzinnym poślizgiem, ale jak zwykle u nas - Bartek Tomczak i jego "Przerwa na żądanie". Przy okazji porozmawialiśmy sobie trochę o ostatnich zmianach personalnych w lidze i o tym jak to wpłynie na przebieg rozgrywek. Zapraszamy

 

19:15, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (2) »
CHEERLEADERKI: SAN ANTONIO SPURS
PODPISZ ZDJĘCIE: BEEEKSA LALAAA!
DURANT JEDNAK SIĘ POPŁAKAŁ

Kevin Durant nie wytrzymał i popłakał się w środową noc w Austin, gdzie miejscowi Longhorns wycofywali koszulkę z numerem 35, w której nie tak dawno występował. Jak mówił, to była bardzo wzruszająca chwila...

"Powiedziałem sobie wcześniej, że nie będę płakał, ale gdy puścili video z moimi zagraniami i po chwili odsłonili koszulkę, emocje wzięły górę. To był jeden z najlepszych dni w moim życiu. Przebyłem naprawdę długą drogę. Wiele osób we mnie wątpiło gdy dorastałem. Wiele osób wątpiło i mówiło mi, że będę nikim w Teksasie. Teraz dobrze jest udowadniać im wszystkim, że się mylili. To było niesamowite przeżycie dla mnie i dla mojej rodziny."

"THE GREAT WALL"

 


 Jeśli chcecie zmotywować swojego ulubionego gracza przed jakimś ważnym meczem - napiszcie do nas, znajdziemy coś na niego i wkleimy wieczorem - tak jak wczoraj na Yao Minga - a potem zobaczymy wszyscy co się stanie...

Piszę to już trzeci raz w przeciągu dwóch ostatnich tygodni. Można się śmiać z nieudolności Yao, ale jeśli pamiętacie jedno z najwyżej ocenianych zagrań pierwszej części sezonu, czyli to jak LeBron James skleił Yao do deski - to wczoraj chiński center wziął słodki rewanż:

 

 
...I żeby to tylko raz!!
 
 
 
 
Plus trafił 13 z 15 rzutów z gry. Teraz nauczysz się mnie szanować Królu...
 
Houston Rockets rozegrali bez dwóch zdań mecz prawie wybitny w defensywie. Nie chcę wracać się wstecz, ale na tyle na ile pamiętam - nie widziałem w tym sezonie, by ktoś w taki sposób potraktował Cleveland Cavaliers. LeBron James zdobył 21 punktów przy 21 rzutach i po raz pierwszy w karierze nie rozdał żadnej asysty, zbierając 1 piłkę. James nie zalicza nawet takich rezultatów, gdy gra nie najlepiej.
 
Oczywiście nikt na tym blogu wcześniej nie pisał, że "Lepsza paka bez T-Maca". Nie, skądże... Rockets pokazali wczoraj defensywę jakiej w NBA już dawno nie widziałem. Baaa.. Słowa pochwały należą się też w tym względzie Cavaliers za pierwszą połowę meczu. Porażka bowiem nie oznacza nigdy, że jeden zespół robił wszystko źle - albo inaczej - że wszystko co robił jeden zespół w obliczu porażki staje się nic nie warte. Odwrotnie, ale podobnie bywa czasem w przypadku zwycięstw, dlatego jestem ciekaw co złego mógł wytknąć swoim graczom Rick Adelman - no chyba tylko kilka słów usłyszał wystraszony wczoraj trochę Aaron Brooks.
 
Koncept defensywny? Mr. Artest i Mr. Battier, zacieśnianie środka, brak gry post-up Cavs - nic wielce szczególnego. Nie ma bowiem już obecnie szans, by powstrzymać LeBrona Jamesa, ale jest możliwość - i pokazywali to rok temu w play-offs Celtics - trzymać go w ryzach, nie dawać mu miejsca na rozpędzenie się, ale do tego potrzeba lock-down defender, kogoś kto nie pozwoli Jamesowi wykonać od razu kozła po dostaniu piłki. James w ruchu jest bowiem bestią jakiej nie widziałem od czasu obejrzenia po raz pierwszy Predatora (część w dżungli).
 
Jest też jednak Mr. Artest, określający Jamesa jako "ulepszoną wersję mnie", wskazujący na to, że nie musi się bać Króla skoro waży tyle co on (265 funtów). Jak przypomniał Reggie Miller, który spędził z Artestem kilka sezonów w Indianie - Ron Artest naprawdę myśli, że jest najlepszym koszykarzem na Świecie. Można się z tego śmiać na blogach czy forach, ale pewnie nikt nie zaśmieje mu się w twarz, bo takiej pewności siebie można w koszykówce tylko pozazdrościć. To nie jest buńczuczność typu Paul Pierce mówiący o sobie "najlepszy koszykarz na planecie", wykorzystując akurat moment, w którym zdobył MVP Finałów - Ron Artest jest najlepszy w każdym miesiącu i widać, że jest o tym przekonany prawie zawsze.
 
Yao Ming trafił wczoraj 13/15 rzutów i w kolejnym meczu pokazywał pełen arsenał rzutów nie do zatrzymania. Nie mógł zrobić tego Ben Wallace (opuści 4-6 tygodni z powodu złamania stopy.auć), nie dawał sobie rady Andy Varejao , Ilgauskasa to nawet wczoraj przy Yao nie zauważałem - to wszystko działo się tak szybko, podanie, piwot, obrót, pach, dwa punkty.
 
Cleveland Cavaliers mają ciężki fragment terminarza i wczoraj zaliczyli chyba największe utarcie nosa w tym sezonie. Houston Rockets natomiast są dobrzy, bardzo dobrzy - to czy zagrają jednak w drugiej rundzie play-offs i to jak wysokie miejsce zajmą na koniec sezonu regularnego zależeć będzie moim zdaniem od tego czy Luis Scola nadal będzie grał jak profesor oraz czy Aaron Brooks okrzepnie na tyle, by sprostać w blasku fleszy bardziej doświadczonym jedynkom rywali.
 
To nie był jednak przypadek - Rockets bez T-Maca to zespół lepszy, zawodnicy znają lepiej swoje role i najważniejsze - nie muszą się oglądać na kolegę z boku (where is mr McGrady) - wiedzą, że w tych swoich rolach muszą być bardziej agresywni w ataku i wykorzystywać każdą dobrą szansę na rzut czy akcję ofensywną. Przede wszystkim jednak są znakomici w defensywie - kolejny raz w ostatnich dwóch tygodniach. Dlatego nie mogę przestać ich ostatnio oglądać.
12:26, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22