Maciej Kwiatkowski (e-basket.pl), Piotr Makulec (probasket.pl), Sebastian Hetman (Bunio) oraz Rafał Juć (Collegehoops.pl) to czterej koledzy po fachu lub ot tak po prostu, donoszący i piszący o sprawach aktualnych, ważnych i mniej ważnych, związanych z amerykańską profesjonalną i akademicką koszykówką.

poniedziałek, 06 kwietnia 2009
MICHAEL JORDAN W HALL-OF-FAME (TAK ...DOPIERO TERAZ)

 


 

To zdjęcie jest stare. Chris Mullin i Don Nelson niewiele mają już ze sobą wspólnego i końca dobiega ich ostatni sezon współpracy w Golden State Warriors. Teraz jednak Mullin i Nelson mają coś co ich połączy. Obaj zostali pominięci przy wyborze do "Galerii Sławy"

Spośród bodajże 16 kandydatów do przyjęcia do Hall-of-Fame - ostatecznie znajdzie się tam pięciu:

Michael Jordan

John Stockton

Jerry Sloan

David Robinson

C.Vivian Stringer (trenerka koszykówki na uczelni Rutgers)

Bernard King, Dennis Johnson czy Cynthia Cooper to pozostałe najbardziej znane nazwiska, które znalazły się poza tym gronem, a znalazły się wśród nominowanych. 

18:26, mac.kwiatkowski
Link Dodaj komentarz »
BYNUM WRACA. CZAS SIĘ BAĆ

 

 

Nie jutro, gdy Lakers zmierzą się z Sacramento. Nie w czwartek, gdy podejmują u siebie Denver. Nie w piątek, gdy grają w Portland, ale najprawdopodobniej w niedzielę, gdy rywalami Lakers będą Memphis Grizzlies... Nadchodzi czas trwogi - dla Lakers, o to czy jego kolano wytrzyma - dla ich rywali też. Tak, Andrew Bynum wrócić ma na Memphis Grizzlies, przeciwko którym doznawał kontuzji i w tym i w zeszłym roku. Przeciwko Grizzlies, w meczu z którymi zdobywał przed kontuzją i 25 punktów w tym roku i 25 w poprzednim. Andrew Bynum ponoć ma jeszcze kilka dowodów swojej fobii, ale Phil Jackson będzie chciał rzucić go od razu na wielką wodę (wow, brzmi jak nowy przydomek Hameda Haddadiego, Darko Milicica). Choć nie - na Marca Gasola, bo Bynum ma ponoć od razu zaczynać w piątce, by nie czuć usztywnienia po przerwie spowodowanej siedzeniem na początku spotkania po rozgrzewce.

(Od kiedy dowiedziałem się co to są usztywnienia w łydkach i piszczelach, gdy za długo odpoczywam w trakcie meczów - muszę przyznać Jacksonowi stuprocentową rację. Niestety by tego uniknąć zostaje mi prócz lodu obok ławki - dochodzenie do kondycji, w której będę mógł grać po 40 minut, a potem przekonanie moich kolegów, że warto. Jest duże prawdopodobieństwo, że to już nie w tym życiu... albo nie w tej lidze)

Bynum trenował w sobotę normalnie z zespołem, grając pięciu na pięciu na całym boisku. W treningu nie wzięli udziału odpoczywający Gasol, Bryant i Fisher.

Ale dość tego - wraca Andrew Bynum, po prostu, jeden z moich ulubionych młodych graczy w tej lidze, ktoś kogo mi bardzo brakowało w składzie LA Lakers - nie tylko mi, Pau Gasolowi z pewnością też. Oby tylko wszystko poszło dobrze, oby wrócili też do zdrowia Kevin Garnett, Manu, Tim Duncan czy Ben Wallace i Marvin Williams - czy też wszyscy ci którzy zdrowi nie są, a ich zespoły grać będą w play-offs. Niech wygra po prostu najlepszy i aby obyło się bez usprawiedliwień.

17:47, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (1) »
SUPERBASKET (6/2009)

 

Do pobrania stąd.

Więcej pod adresem www.superbasket.yoyo.pl

 Przypominamy, że w przyszły czwartek odbędzie się specjalne wydanie magazynu "Przerwa na Żądanie" gdzie ogłoszone zostaną nagrody przyznane przez polskich dziennikarzy i bloggerów zajmujących się NBA.

Aby jednak i kibice nie poczuli się gorsi, zapraszamy Was do oddania swoich głosów w plebiscycie na naszym blogu, gdzie wspólnie z nami wybierzecie/wybierzemy laureatów za ten sezon. W tym tygodniu damy znać więcej co i jak w temacie.

17:23, mac.kwiatkowski
Link Dodaj komentarz »
PAN CZYŚCIOCH
 
Samo zdjęcie wygląda tak dobrze, że możnaby je było po prostu ot tak wrzucić (fajne trampki Pops). Gregg Popovich gwarantuje jednak ciekawy "insajder" zawsze gdy mowa o jego byłych graczach czy asystentach. Tym razem po wczorajszym spotkaniu ujawnił to i owo o jego byłym asystencie z lat 2000-2003, Mike'u Brownie:
 
"Nikt nie mógł wziąć prysznica, gdy Mike tam był." mówił Popovich. "Jeśli kiedykolwiek brałeś prysznic najdłużej w życiu - Mike robił to trzy razy dłużej. Dodatkowo potrzebował nie jednego, ale trzech-czterech ręczników, co od zawsze wydawało mi się po prostu dziwne."
 
Brown zaliczył "prysznic" w ostatnim tygodniu, ale wczoraj to Popovich podał mu ręcznik w pojedynku Spurs - Cavaliers.
 
Z dedykacją dla Cleveland i Mike'a Browna: "Aint nobody dope as we are. Just so fresh, so clean..." czyli jeden z lepszych numerów grupy Outkast:
 
16:40, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (1) »
BOOZER Z ŁAWKI? CZY ZDROWY ANTHONY I DENVER MOGĄ BYĆ PROBLEMEM LAKERS?

W zeszłotygodniowych spotkaniach z Denver i Minnesotą, Carlos Boozer trafił tylko 8 z 32 rzutów z gry. Wczoraj zdobył 10 punktów (5/10) i zebrał 10 piłek, ale całą czwartą kwartę przesiedział na ławce obserwując jak spisuje się Paul Millsap. Niewątpliwie słabsza gra Boozera w zeszłym tygodniu była jedną z głównych przyczyn porażek Jazzmenów.

 


 

Trener Jerry Sloan zastanawia się więc nad tym czy nie zamienić zawodników w rotacji i pod nieobecność C.J.'a Milesa, którego zastępuje w piątce Andrei Kirilenko, nie wrócić do piątki Paula Millsapa. Choć Boozer przyznaje, że jego lewe kolano ma się już całkiem dobrze, to wygląda na to, że podobnie jak u Derona Williamsa na początku sezonu - jego powrót do formy nie będzie tak szybki i bezbolesny dla poczynań klubu.

Oczywiście Millsap ma dużo więcej sympatyków niż kontuzjogenny Boozer, ale nie daje zespołowi gry 1-na-1 tyłem do kosza. Póki jednak Boozer jej nie daje - to może faktycznie lepiej będzie jeśli zaczynać będzie z ławki rezerwowych, by tam dojść do pełni formy zmagając się bezpośrednio z nieco gorszymi rywalami.

Wczoraj Jazz odbili się jednak od dna i wygrali ważny mecz w Nowym Orleanie, aczkolwiek kibice Lakers mogą siedzieć, chuchać na zdrowiejącego Andrew Bynuma i uśmiechać się, obserwując jakie problemy mają SA Spurs, NO Hornets czy nawet mimo wczorajszej wygranej - Jazz.

W świetnej formie są natomiast Denver Nuggets, którzy od czasu powrotu do pełni zdrowia - po raz pierwszy w tym sezonie po problemach z łokciem - Carmelo Anthony'ego mogą być obecnie najpoważniejszym konkurentem dla LA Lakers. Coraz regularniej gra J.R. Smith, rotacja podkoszowa jest jedną z najsilniejszych w lidze (Nene-Martin-Andersen), wszystkim dowodzi Chauncey Billups, a Dahntay Jones jest jednym z najbardziej niedocenianych defensorów w lidze.

Ten zespół wygląda niemal idealnie na taki, który mógłby dać Lakers prawdziwy wycisk, a nawet ich zaskoczyć w play-offs, ale ...jakoś nadal nie mogę się przekonać. I to pomimo 11 wygranych przez Nuggets z 12 meczów w ostatnich trzech (i pół) tygodniach.

UPDATE: W ten czwartek Denver goszczą w Los Angeles! 

16:00, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (2) »
KOSZULKA TYGODNIA: NORTH CAROLINA TAR HEELS TRIBUTE

Dzisiaj nie ma NBA - dzisiaj ostatni mecz tego sezonu w NCAA. Magic Johnson kontra Michael Jordan. Michigan State kontra North Carolina!

Z tejże okazji Rafał Niewiadomski przygotował dla Was coś o tradycji, coś o historii:

Nie może być innej koszulki tygodnia w tym… okresie jak jersey kolorze caolina blue. Tak ja też kibicuje Heelsom. I uważam, że nie ma w tym sezonie ekipy, która bardziej zasługuje na wygranie ligi niż Tar Heels. Z wielu powodów. Najważniejszy to ten, że po zeszłorocznym blamażu w Final Four, niemal cały skład pozostał po to by walczyć o to czego jeszcze nie zdobyli. Nie wiem jaki wpływ na decyzje o pozostaniu na uniwerku zawodników UNC miały sukcesy i decyzje graczy Florida Gators sprzed 2-3 lat gdy ale to co zrobili jest fajne. Dlatego mam nadzieje, że taki wybór kolejnych zawodników da do myślenia reszcie Rose’ow, Beaseyów czy tej młodej bestii z Oklahoma Sooners z nr 23 o tym by pozostali i walczyli o najwyższe cele. Dobrze by się stało by po raz kolejny taka postawa młodych koszykarzy została w odpowiedni sposób nagrodzona i myślę, że Tar Heels jak nikt na to zasługują. Właśnie na taki happy end.


Powodów od kibicowania UNC jest oczywiście więcej i myślę, że każdy spokojnie znalazłby przynajmniej z 10 takich powodów.

Dla mnie jeden z najważniejszych to ten pan i ten rzut:

Dla tych, którzy jeszcze nie widzieli (są tacy?!) szybki skrót tego meczu:

Dla wielu fanów koszykówki w Polsce ta akcja to często pierwszy i ostatni kontakt z NCAA jaki mieli w swoim życiu. Chociaż dziś w dobie Internetu o ten kontakt dużo łatwiej. Jednak 15 lat temu tak wesoło nie było i gdy już udało się dorwać książkę o Jordanie od wujka z Chicago to można było natknąć się na taką fotkę. Oczywiście jako wielki fan MJ’a nie mógłbym żyć nie mając tej koszulki:

Powróćmy jednak do dzisiejszych UNC:

 
Ten sezon był dość pechowy dla Tar Heels. A to uraz Lawsona, a to stracili Marcusa Gynarda. Zdarzyły się wpadki jak porażka z Maryland itd. Widziałem w tym sezonie może 2 mecze Heelsów ale śledziłem ich poczynania non stop minimum za pomocą box score’ów czy opisów spotkań. Na więcej nie miałem czasu ale byłem pewny, że na to przyjdzie czas w marcu/ kwietniu. No i nie przeliczyłem się bo Tar Heels awansowali do Final Four w Detroit a w poniedziałek czeka ich mecz o to upragnione mistrzostwo.

Ale generalnie nie był to łatwy sezon dla nich.

Choć były i pozytywy. Tyler Hansbrough stał się najlepszym strzelcem Heels w historii. Został też najlepiej zbierającym.

 

 Wyobraźcie sobie te wszystkie nazwiska. Perkins, Bowie, Stackhouse, Wallace, Jamison, Carter, May, wróóóóóóóóóóóć, bez Maya, ale jest trochę tych nazwisk. A tu nagle w czasach gdy wszyscy próbują omijać NCAA szerokim łukiem jest gość, który robi takie rzeczy. Niesamowity fighter. Śledziłem jego karierę niemal od początku. Już jako freshman walczył w każdym meczu jakby to był jego ostatni mecz. Skromny, pracowity. I biały. W zeszłym sezonie zgarnął chyba wszystkie nagrody dla gracza roku NCAA przyznawany przez wszystkie możliwe instytucje. Dziwi mnie, że w tym roku nie robi w mediach już takiego szału. Nie wróży mu się wielkiej przygody z NBA. W mockdraftach jest gdzieś ok. 30 miejsca(!).

Gdziekolwiek jednak trafi do NBA będę z nim sercem i wieżę, że znajdzie w tej lidze miejsce bo tacy fighterzy są potrzebni w wielu ekipach. To nie jest superstar-type-player. To będzie taki Ronny Turiaf-Jerome Williams- Anderson Varejao tylko biały. Swoją droga skoro Varejao zrobił taką karierę to o Tylera jestem spokojny. Jak naprawdę nikt go nie weźmie w top30 z miłą chęcią zobaczyłbym go w Lakers. Ale jak znam życie pójdzie w top 10. Wręcz nie wyobrażam sobie co się stanie gdy gościa ominą w drafcie. Jeżeli faktycznie wyląduje w okolicach 30 miejsca będzie miał minimum 29 powodów dla których będzie pracował jeszcze ciężej. Obserwowałem go od pierwszego sezonu i to jest gracz, którego potrzebuje każda ekipa myśląca o mistrzostwie. On będzie zawsze pierwszym, który rzuci się po piłkę.

Ten gość naprawdę nieprędko odpuści!

 
Psycho T baby!

Resztę graczy znam mniej. Częściej grałem nimi w 2k8 na playstation niż oglądałem. Ale wiem na co ich stać. Nie będę się tu rozpisywał na ten temat, bo pewnie Bunio Buniek zrobi to dużo lepiej przed meczem finałowym.

Powróćmy jednak do UNC jako… firmy. O epoce MJ’a już było. Zatem pora na mój pierwszy kontakt z NCAA w TV. To był rok 1997. Przez przypadek włączyłem w niedzielę po obiedzie NBC. Nie wiem jak to się stało, że leciała koszykówka. Zwyczajnie przez satelitę, to był chyba europejski NBC . I zgadnijcie na co trafiłem?! Heh. oczywiście to był mecz North Carolina. Biegali jacyś nieznani mi goście ale mieli ładne stroje i wiedziałem , że to uniwerek Jordana. Świetny był Ed Cota, który kariery za oceanem nie zrobił. Był Vince Carter, Shammond Williams, Antawn Jamison czy niemiecki Nigeryjczyk Ademola Okulaja, dzięki któremu DSF zwariował na punkcie koszykówki uniwersyteckiej.

 

 Wtedy UNC nic więcej niż awanse do FF nie osiągnęli ale mieli przynajmniej świetne stroje.

Na tyle świetne, że dorwałem niedawno replikę ich spodenek z tamtego okresu.

 
Później były chude lata. Plusem tego okresu było to, że MJ wziął pod swoje skrzydła zaopatrzenie drużyny w ciuchy i Tar Heels nie mieli już logo nike’a na strojach tylko Jumpmana. Magia drużyny Jordana zaczęła działać i w 2005 roku po udanych naborach UNC ponownie wygrali mistrzotwo pokonując w finale Illinois.

Tamta drużynę też poznałem bardziej przez pryzmat gry na playstation, choć to była pierwsza ekipa Heelsów, której poczynania śledziłem od początku do końca. Do tej pory nie wiem jak Jawad Williams, kreowany na drugiego Rasheeda Wallace’a nie zrobił kariery w NBA… Kariery nie zrobili też inni gracze tej mistrzowskiej ekipy.

 Sean May rozmienił się na dobre. Raymond Felton i Rashad McCants coś tam grają. Davida Noela już chyba nie ma w NBA. Jedynie Marvin Williams fajnie wkomponował się w Atlancie ale nie tego wszyscy się po nich spodziewali zapewne. Kogoś pominąłem z tego składu?

Nieważne. Najważniejsze jest to:

 
Po tamtej ekipie przyszedł czas na budowę nowego zespołu. Przyszli wspomniany Hansbrogh (Psycho T!!) Alex Stephensen czy Danny Green.

 Rok później doszli Ty Lawson, Wayne Ellington, Deon Thompson czy Brandan Wright i można już było walczyć o najwyższe cele. Ten ostatni wylądował już w NBA ale jest świetnym przykładem na to, że wysocy powinni pozostać na uczelni dłużej niż rok.

Tak czy siak. Ten zespół miał zdobyć mistrzostwo rok temu. Czegoś zabrakło i skończyło się fatalnie. Jednak nie odpuścili. Cały rok pracowali na to by znaleźć się w tym miejscu. Pozostał już tylko jeden mecz. Czy będzie to ta szósta piękna karta w historii Tar Heels? Oby!

 


 

14:59, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (10) »
NOCNA ZMIANA: OSTATNI TACY SPURS?

Cleveland Cavaliers ponownie wyglądali ubiegłego wieczoru mocno. Owszem, ale wyglądali mocno na tle jak nigdy słabych o tej porze sezonu San Antonio Spurs. Najłatwiej będzie opisać to tak: Spurs kolejny mecz nie wyglądali jak kolektyw, mieli dziury w obronie na obwodzie i pod koszem, a Manu Ginobili i Tim Duncan trafili łącznie tylko cztery rzuty z gry przez cały mecz.

 


 

Cavaliers zaczęli od pierwszej kwarty gdzie praktycznie każda akcja w ataku pozycyjnym była izolacją dla LeBrona Jamesa, który trafiał w zasadzie wszystko (6/9) i niewiele mógł mu zrobić Michael Finley. Cavs zagrali bez Andersona Varejao, toteż w pierwszej piątce wyszedł rookie Big D, czyli Darnell Jackson i spisywał się nieźle. Spurs próbowali grać swoje zagrywki, ale gdy Matt Bonner zaczął je naginać - Tony Parker musiał przypomnieć wszystkim, że jest bardzo mocnym kandydatem do drugiej piątki sezonu, odpowiadając 14-toma punktami w pierwszej kwarcie na 18 Jamesa.

I gdy obawiałem się, że natłok izolacji unieruchomi ofensywną grę Cavaliers, gdy zabraknie Jamesa na starcie drugiej kwarty - Mo Williams rozwiał moję wątpliwości prezentując kolejną odsłonę Mo Ammo Show. Spurs natomiast nie mogli ruszyć z miejsca i wyraźnie przegrali drugą kwartę, pudłując sporo rzutów z otwartych pozycji i nie mogąc zatrzymać Cavs w ataku.

W drugiej połowie Spurs zaczęli od trafienia 7 z 9 rzutów (Drew Gooden!), ale Cavs mieli Mo Williamsa, Delonte Westa i odpowiedź na wszystko. Gdy odparli ten atak - mecz przeszedł do historii.

Wnioski? Nikt nie powinien obawiać się Spurs w play-offs. Manu ma mało czasu by odzyskać pewność po kontuzji i wczoraj zamiast decydować się na penetracje - odpalał rzuty z dystansu. Ginobili jest najlepszy gdy jak szalony wchodząc pod kosz, a wczoraj było widać u niego brak tej pewności. Duncan natomiast ma poważne problemy z kolanami, które bardzo mocno go spowolniły i już kolejny mecz zabrały mu podstawę jego arsenału ofensywnego czyli grę jeden-na-jeden przodem i tyłem do kosza.

Niestety jeszcze gorzej wygląda defensywa "Ostróg" - przed wczorajszym meczem dali sobie nawrzucać aż 121 punktów w Indianie, a wcześniej 96 w porażce z Oklahomą, dla której był to jedyny udany mecz w ostatnim tygodniu...

 


 

Mam zasadę "70 punktów". Wg tej zasady przestaję oglądać każdy mecz, w którym obydwie drużyny rzucą razem 70 punktów w pierwszej kwarcie. I naprawdę nie znajdzie się tutaj wyjątków, gdy dwa dobre defensywnie zespoły pozwolą sobie na 70 punktów w pierwszej części meczu. Jeśli się nie mylę chyba tylko jeden z pojedynków Lakers i Spurs w tym sezonie miał taki wynik po 12 minutach gry, ale nie dam sobie ręki uciąć, a już na pewno nie chce mi się tego teraz sprawdzać.

Pierwsza połowa: Jason Kidd 16 punktów, 16 asyst. Blaow. Niestety Suns grali tak fatalnie w defensywie, że J-Kidd przesiedział na ławce czwartą kwartę, a Mavericks pokazali, że ich przewaga nad Phoenix jest w tym momencie ewidentna i że nawet oni przy "Słońcach" wyglądają czasem w defensywie jak mistrzowie świata.

Zawiódł kompletnie mecz w Nowym Orleanie, gdzie Hornets już na początku drugiej kwarty przegrywali 19-41. Co ciekawe jeśli spojrzeć w statystyki, to nie łatwo zauważyć różnice - mimo tego, że "Szerszenie" w drugiej kwarcie przegrywały już blisko 30-toma punktami. Pewnie dlatego, że Hornets prawie wrócili w tym meczu, niwelując straty do 10 punktów w końcówce trzeciej kwarty, ale to był max. Dwie kontry Ronnie'go Brewera, celny rzut Kyle'a Korvera i Hornets muszą jak najszybciej wrócić Tysona Chandlera, bo można z nimi pod kosz wjeżdżać jak w masło. Demolka.

Chris Paul 4 straty - Deron Williams 0.

 


 

LaMarcus Aldridge przeszedł w ostatnich dwóch tygodniach na zupełnie inny, nieznany mu dotychczas poziom gry. Aldridge zalicza w sześciu ostatnich spotkaniach średnio 24 punkty, 10 zbiórek i 2 bloki - stając się dużo bardziej aktywnym graczem w strefie podkoszowej, co wcześniej można było postawić mu jako zarzut.

Jego niezła gra nie wystarczyła jednak na Rockets. Trail Blazers zagrali słabszy mecz w defensywie, Greg Oden miał problemy z faulami, Rockets trafiali 51 procent swoich rzutów i prowadzili już jedenastoma punktami po pierwszej połowie, wygrywając ten mecz pewnie. Było to ich 16 zwycięstwo w 18 ostatnich meczach u siebie w Houston.

Rockets przesunęli się tym samym na czwarte miejsce na Zachodzie - Blazers spadli na piąte.

Wczoraj napisałem, że Pistons tracąc Allena Iversona stracili go-to-guy w czwartej kwarcie. Gdzie podziewał się Will Bynum w sobotnim meczu z Filadelfią, gdy jego zespół go potrzebował? Tak, "Jego zespół", bo Bynum pobił wczoraj rekord Detroit Pistons, rzucając niesamowite 26 punktów w samej tylko czwartej kwarcie. Smaczku dodaje temu fakt, że Bynum zaczął swój festiwal wtedy gdy jego zespół go po prostu potrzebował - Rip Hamilton wyleciał z parkietu za drugi faul techniczny w końcówce trzeciej kwarty. Pistons pokonali Bobcats i mają już 3 mecze przewagi nad "Rysiami", a tylko 5 spotkan do końca i nie jest to ciężki terminarz. Tak więc ósemka na Wschodzie w play-offs 2009 jest już prawie pewna.

Andre Iguodala po świetnym meczu z Pistons - trafił tylko 1 z 8 rzutów z gry, a jego Sixers zanotowali najgorszą porażkę w tym sezonie, 67-96 z New Jersey Nets, którzy razem z Indiana Pacers (5 zwycięstwo w 7 ostatnich meczach) mają już tylko matematyczne szanse na play-offs.

Derek Fisher zdobył tylko 3 punkty i opuścił boisko z kontuzją stopy na początku drugiej kwarty. Fisher wrócił do gry, ale ponoć (ponoć bo nie widziałem meczu z Clippers, 88-85) widać było że uraz mu doskwiera. To zła informacja, ale jest lepsza - Andrew Bynum ponoć czuje się dużo dużo lepiej i już pod koniec tego tygodnia może wrócić do gry. Lakers wygrali trzema punktami, tracąc 11-punktową przewagę po trzeciej kwarcie. Tylko 5 z 20 rzutów za 3, 42 procent z gry, 17/29 z osobistych - no ale osłabieni kontuzjami Clippers to obecnie żadne wyzwanie.

Nie patrzcie, ale Shaun Livingston znowu rzucił efektywne 10 punktów (5/7) - drugi mecz z rzędu. Do tego dołożył 7 zbiórek, 5 asyst, 2 przechwyty. Sam Presti jest geniuszem jako generalny menedżer - jeśli ruch z Livingstonem wypali, to Thunder właśnie pozyskali zawodnika z potencjałem pierwszej piątki jakiegokolwiek draftu.

D.J. White, którego razem z Ericem Gordonem miałem przyjemność rok temu oglądać w barwach Indiany, zagrał po raz pierwszy od hen-hen. Pierwszy raz w tym sezonie, bo dwukrotnie przechodził już operację szczęki. White, silny skrzydłowy, zadebiutował i to jak - 14 punktów, 7/8 z gry.

OKC Thunder nie kończą tego sezonu dobrze, ale mają we mnie kibica, bo GM Presti wykonuje świetne ruchy, pozyskując bardzo cennych graczy za darmo lub za pół-darmo (Sefolosha, Krstic, Livingston). Jeśli będzie sprzyjać mu szczęście i Thunder zanotują wysoki numer w drafcie to patrzcie jak wybierają środkowego: Hasheema Thabeeta lub Jordana Hilla. Wyobraźcie sobie piątkę:

Shaun Livingston

Russell Westbrook

Kevin Durant

Jeff Green

Hasheem Thabeet

plus kilku niezłych role-players z ławki: Sefolosha, Collison, Krstić, Weaver (czemu nie dodać np DeJuana Blaira w dalszej części draftu?). "Kibicuję tej idei jak najgłębiej"

13:34, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (1) »
niedziela, 05 kwietnia 2009
W PRZERWIE: 2009 NCAA DUNK CONTEST

Jeszcze nie oglądałem, ale to zrobię w trakcie time-outów dzisiejszych pierwszych dwóch spotkań. 2009 NCAA Dunk Contest z piątkowego wieczoru.

1 RUNDA, CZ. 1

 
1 RUNDA, CZ.2
 
 
1 RUNDA, CZ.3
 
 
PÓŁFINAŁ
 
 
FINAŁ
 
18:54, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (6) »
PIĘĆ WAŻNYCH SPOTKAŃ

DNIÓWKA: 5 KWIETNIA (niedziela)





Dawno już niedziela w NBA nie zapowiadała się aż tak atrakcyjnie. Dzisiaj mogą ostatecznie rostrzygnąc się losy tego, które 16 zespołów zobaczymy w play-offs - to dwa mecze. Dwa pozostałe to bezpośrednie starcia drużyn walczących o przewagę własnego parkietu w Konf. Zachodniej. A trzecie - najciekawsze - to rywalizacja dwóch zespołów, które zawodziły w ostatnim tygodniu, ale grały w Finale NBA jeszcze dwa lata temu.

Chciałbym napisać, że dzisiaj znowu nadarzy się szansa ocenić jak Cleveland Cavaliers spisują się przeciwko zespołom broniącym na najwyższym poziomie w NBA, ale San Antonio Spurs w ostatnim meczu w Indianie dali sobie rzucić nie tylko 121 punktów w meczu, ale aż 40 punktów w jednej kwarcie. Tim Duncan podejrzewał nawet, że stało sie to trzeci-czwarty raz od czasu gdy gra w San Antonio... Wcześniej natomiast Spurs ulegli na własnym parkiecie OKC Thunder. Zawodnicy przyznają, że trener Gregg Popovich nadal kombinuje z rotacją. Wiadomo, ze mecze w pierwszej piątce zaczynać będzie Manu Ginobili, ale już Roger Mason nie będzie rezerwową jedynką, bo nie sprawdza się w tej roli, a kibice liczą na to, że ponownie szanse zacznie otrzymywać George Hill. Pod tablicami natomiast w ostatnich meczach rozstrzygnie się czy to Matt Bonner, czy Kurt Thomas, a może Drew Gooden - będą startować u boku Tima Duncana w play-offs. Ma z czego wybierać Popovich trzeba przyznać.

Cavaliers przegrali dwa mecze z rzędu i nagle muszą się zacząć martwić, o to że dostaną dogonieni przez Los Angeles Lakers w walce o przewagę własnego parkietu w play-offs. Cavaliers będą dzisiaj z pewnością mocno zmobilizowani i będą mieli szansę pokazać koszykarskiemu światu, że porażki z Wizards czy zwłaszcza w Orlando - to były wypadki przy pracy. Wątpię jednak, by poszło im równie łatwo co tydzień temu z Dallas. To może być spotkanie zacięte przez 48 minut gry. Ciekawe tylko kto będzie krył LeBrona Jamesa, odkąd Bruce Bowen w przeciągu tego sezonu postarzał się jakby o 10 lat.

Po tym meczu przyjdzie czas na pojedynek ostatniej szansy dla Phoenix Suns, którzy gościć będą w Dallas, a potem o 24.00 mecz, na który ostrzę sobie zęby troszeczkę bardziej: Charlotte Bobcats zjeżdżają do Detroit. Co to by się stało gdyby Pistons nie awansowali do play-offs? Nie wiadomo jednak czy w barwach Bobcats zagra Raja Bell, którego pojedynek z Ripem Hamiltonem mógłby być ozdobą tego spotkania.

Na koniec zostają dwa znakomicie zapowiadające się pojedynki: Portland Trail Blazers, którzy po powrocie Grega Odena są w wielkiej formie, goszczą w Houston, gdzie Rockets wygrali 15 z ostatnich 17 meczów. O tej samej porze rozpocznie się też starcie dwóch najlepszych jedynek w lidze i ich zespołów. Dla obydwu drużyn będzie to też coś więcej, bo zarówno Utah, jak i New Orleans - któraś z tych drużyn po dzisiejszej porażce może realistycznie stracić szanse na pierwszą czwórkę na Zachodzie.

W ostatnich dniach rozgrywek będziemy oglądać bardzo dużo rywalizacji zespołów z najlepszej dziewiątki Zachodu. Zostaje też jeszcze mecz Boston i Cleveland 12-tego kwietnia. Przed nami więc świetnie zapowiadająca się rozgrzewka przed najważniejszymi dwoma miesiącami sezonu.

Mecze na www.ATDHE.net



18:33, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (2) »
NOCNA ZMIANA: MAGIC BYŁ DUMNY

I mamy niespodziankę w Final Four. Koszykarze Michigan State pokonali Connecticut, przy obecności m.in. Magica Johnsona, który poprowadził Spartanów do tytułu w 1979. Był to pierwszy tytuł MSU. Drugi zdobyli w 2000 roku, gdy liderem był Morris Peterson.

Gracze Toma Izzo grają zaskakująco dobrze i bardzo atletycznie. Nagle okazuje się, że o NBA mogą myśleć nie tylko Raymar Morgan i Kalin Lucas, ale i też Durrell Summers. Świetny, emocjonujący mecz, aczkolwiek gracze Huskies zostali zastopowani przez po raz kolejny bardzo dobrą defensywę 1-na-1, z kolei w obronie nie mogli sobie poradzić z kontatakami "gospodarzy" (mecz rozgrywano w Detroit) i być może najlepszym atakiem pozycyjnym w NCAA.

A.J. Price pudłował niemiłosiernie, Hasheem Thabeet nie mógł sobie znalezć miejsca w ataku i nie dominował już tak jak zwykle w defensywie. Perełką w drużynie UConn była natomiast postawa Stanley'a Robinsona. Zobaczcie dwie najlepsze akcje z tego meczu, obydwie z udziałem Robinsona i Summersa:





W drugim półfinale UNC nie dało szans Villanovie. Przewaga Tar Heels zarysowała się już po pierwszych siedmiu-ośmiu minutach gry. Tyler Hansbrough (18/11), Wayne Ellington (20/9/4a,5x3), Ty Lawson (22/8a/7z) nie pozostawili złudzeń kto jest lepszy i bardzo pewnie - a zarazem zaskakująco łatwo - poradzili sobie z Dzikimi Kotami.

Zawiedli zwłaszcza Scottie Reynolds i Corey Fisher, którzy oddali blisko połowę (37) ze wszystkich rzutów Villanovy (79). Trafili jednak tylko 11, a cała drużyna tylko 5 z 27 rzutów za 3.

W poniedziałkowym finale mamy North Carolina i Michigan State. I będzie to pojedynek najlepszego ofensywnego zespołu w lidze z jednym z najlepiej broniących. UNC jest tu zdecydowanym faworytem i ma szansę na koniec rozgrywek potwierdzić to co zakładano przed sezonem - to jeden z najlepszych zespołów w historii NCAA. Tak dobry, że nie musi nawet grać na 70 procent swoich możliwości, by wygrywać ważne mecze tak łatwo jak wczoraj.

 



W NBA Orlando wygrało w Atlancie, gdzie coraz łatwiej wywozi się zwycięstwa. Jeśli zastępujący Marvina Williamsa, Mo Evans zdobywa tylko 5 punktów i 3 zbióki w 27 minut gry, to jak na dłoni widać przyczynę ostatnich niepowodzeń "Jastrzębi".

A wczoraj dodatkowo doszedł do tego Dwight Howard - 21 pkt, 23 zb, 5 as, 4 blk, 3 prz.

Emocjonującą końcówkę miało spotkanie w Filadelfii... Wymieniając Chauncey'a Billupsa za Allena Iversona, Pistons wymienili jedną, istotną rzecz, na którą pewnie nie chcą obecnie zwracać uwagi. Iverson - mimo spowolnienia i wieku - był zdecydowanie najlepszym go-to-guy w drużynie "Tłoków" (podobnie jak wcześniej Billups). Richard Hamilton może takim być, ale tylko z ustawionych zagrywek, gdy nie musi zrobić więcej niż jeden-dwa kozły. Nie było wczoraj takich zagrywek. W zasadzie go-to-guy co akcję miał być kto inny: Stuckey, Wallace, Prince, Hamilton. Zabrakło kogoś kto weźmie piłkę i spróbuje być nie do zatrzymania 1-na-1. I tak jak pisałem chyba jeszcze wczoraj - tego może bardzo zabraknąć Pistons przy decydujących rozstrzygnięciach w play-offs ...o ile w ogóle do nich wejdą. Dzisiaj przed nimi ważny mecz z Charlotte.

Jeszcze wracając do Sixers - jak miło jest oglądać Theo Ratliffa w decydujących momentach meczu, gdy dwoma rękami blokuje wjazdy podkoszowe Pistons. Chwilę później miał jednak dużo szczęścia, gdy sędziowie nie odgwizdali na nim faulu, a Sixers już pędzili w kontrataku.

Andre Iguodala i Andre Miller grali wczoraj świetnie, ale nie będzie tak co mecz, a wobec braku Thaddeusa Younga, Sixers będą mieli problemy ze zdobywaniem łatwych punktów, zwłaszcza gdy trafią na lepiej broniące zespoły niż Pistons.

Ben Gordon trafił kluczową trójkę w ostatniej minucie meczu z NJ Nets i Bulls mają już 2.5 meczu przewagi nad Charlotte. Memphis Grizzlies wygrali w Milwaukee swoje czwarte z ostatnich pięciu spotkań. Raptors wygrali z Knicks, Nuggets u siebie z Clippers, a Heat na wyjeździe pokonali Wizards... No tak - dzisiaj na szczęście dużo, dużo ciekawszych spotkań.

 

12:54, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (3) »