Maciej Kwiatkowski (e-basket.pl), Piotr Makulec (probasket.pl), Sebastian Hetman (Bunio) oraz Rafał Juć (Collegehoops.pl) to czterej koledzy po fachu lub ot tak po prostu, donoszący i piszący o sprawach aktualnych, ważnych i mniej ważnych, związanych z amerykańską profesjonalną i akademicką koszykówką.

poniedziałek, 27 kwietnia 2009
PODRYW NA SLOANA

Oto pierwsze dwa pytania, które Jerry Sloan zadał swojej drugiej żonie Tammy, gdy się poznali:

"Czy lubisz Jazz?"

"Czy umiesz gotować?"

 Wystarczyło. Sprawdźcie czy działa. Słowo "jazz" ma jednak tyle znaczeń, że można trafić, a można wpaść nie wiadomo na co. A o to co państwo Sloan trzymają u siebie w garażu. Wydało mi się to interesujące:

 


 

13:37, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (4) »
TOP 5 ZAGRAŃ: 26 KWIETNIA 2009
niedziela, 26 kwietnia 2009
TYDZIEŃ PLAY-OFFS ZA NAMI. DZIEŃ PRAWDY DLA ORLANDO

DNIÓWKA: 26 KWIETNIA (niedziela)





NBA Live Europe - dzisiaj przed nami kolejne cztery spotkania, dwa w bardzo dobrym czasie, trzecie tuż po północy - ale myślę, że najbardziej ciekawiące dzisiaj kibiców. Tymczasem zamiast zapowiedzi tego czego możemy się dzisiaj spodziewać - chwila relaksu w Dniówce. Za nami już ponad tydzięn rozgrywek play-offs. Czas wskazać póki co najbardziej wartościowych zawodników. Oto moje typy:

ATLANTA: Josh SMITH
BOSTON: Rajon RONDO
CHICAGO: Ben GORDON / Brad MILLER
CLEVELAND: LeBron JAMES
DETROIT: Rodney STUCKEY
MIAMI: Dwyane WADE
ORLANDO: Dwight HOWARD
PHILLY: Andre IGUODALA

DALLAS: Dirk NOWITZKI
DENVER: Chauncey BILLUPS
HOUSTON: Aaron BROOKS / Luis SCOLA
LA LAKERS: Kobe BRYANT
NEW ORLEANS: Chris PAUL
PORTLAND: Brandon ROY
SAN ANTONIO: Tony PARKER
UTAH: Carlos BOOZER / Deron WILLIAMS

Najlepsze piątki obydwu konferencji? Póki co w mojej opinii wygląda to tak:

WSCHÓD:
PG. Rajon RONDO (Boston)
SG. Dwyane WADE (Miami)
C. Dwight HOWARD (Orlando)
SF. LeBron JAMES (Cleveland)
PF. Glen DAVIS (Boston)

ZACHÓD:
PG. Chauncey BILLUPS (Denver)
SG. Kobe BRYANT (LA Lakers)
C. Pau GASOL (LA Lakers)
SF. Lamar ODOM (LA Lakers)
PF. Dirk NOWITZKI (Dallas)



Poniedziałek, 27 kwiecień:
02.00 Atlanta @ Miami
02.30 Denver @ New Orleans
04.30 Utah @ LA Lakers

18:55, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (17) »
CO WYDARZYŁO SIĘ W SALT LAKE CITY, ZOSTAJE W SALT LAKE CITY

Kobe Bryant nie zamierzał tym razem czekać aż "mecz przyjdzie do niego" i zaczął już od 17 sekundy, gdy trafił z prawej strony ponad Ronnie'm Brewerem. Potem było jeszcze piętnaście celnych rzutów w całym meczu, przeróżnych rzutów. Niektóre były rodem z gier komputerowych, jak double-pump fade-away jumper z 6 metrów, inne trochę prostsze, ale wcale nie łatwiejsze niż pozycje, z których Bryant pudłował w trzecim spotkaniu.

I tak jak powiedział po meczu nr 3 - to rzuty, które powinien trafiać. I trafiał je wczoraj, zaliczając już w pierwszej połowie 24 punkty.

To nie był jednak tylko jednoosobowy show. Lakers w drugiej kwarcie przezwyciężyli agresywność Utah Jazz, zaczęli rozciągać grę, opanowali w końcu bronioną deskę i wygrali drugą część meczu 40-28. Jeszcze lepiej wypadli w trzeciej. To była druga z rzędu mocna defensywnie trzecia kwarta Lakers w tej serii. Dobry mecz rozegrali rezerwowi: Luke Walton (9, plus bardzo dobry defense), Shannon Brown (10) i Sasha Vujacic (9 pkt).

Inny rezerwowy, Andrew Bynum (Lamar Odom wyszedł w piątce) spędził na parkiecie tylko 6 minut. I wbrew obawom o to, że bez Bynuma Lakers mogą mieć problem z Jazz na tablicach - Odom zebrał 15 piłek, Gasol 10, a cały team "Jeziorowców" wygrał deski 46-39. ,

Trzecia kwarta (28-16) rozstrzygnęła losy tego spotkania i Lakers prowadzili na początku czwartej 94-71. Kolejny dobry mecz Carlosa Boozera (23/16/5as), mniej skuteczny Deron Williams (6/14, ale 13 asyst).

Jazz jadą do Staples Center po czwartą porażkę w tej serii. Każdy inny wynik będzie sensacją. Wczorajszy mecz pokazał, że Kobe gdy tylko chce może przekręcić pokrętło na wyższą temperaturę i usmażyć rywali.

Czy jednak defensywa Lakers będzie pojawiać się tylko na jedną kwartę w meczu?

Czy Andrew Bynum dojdzie do formy na następną rundę, gdy w starciach z Yao czy duetem Przybilla/Oden jego wzrost pod tablicami będzie nieodzowny?

To pytania dla Phila Jacksona. Nie wszystko w świecie Lakers jest bowiem tak kolorowe i słoneczne.

 

14:47, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (3) »
TOP 5 ZAGRAŃ: 25 KWIETNIA 2009
NOC GWIAZD

 


 

Rzuty osobiste... Patrząc w pomeczowe statystyki zwykle zwraca się najpierw uwagę na skuteczność, zbiórki i straty, ale jeśli Nuggets rzucaliby wolne lepiej niż 24/35 (Anthony 4/8) to najzwyczajniej w świecie wygraliby wczoraj trzeci mecz serii z NO Honets.

Tym bardziej, że mimo zwycięstwa Hornets, mimo bardzo dobrej gry Rasuala Butlera tu i tam, no i oczywiście faktu, że Chris Paul (once again amazing) zdobył 49 punktów do mojego teamu w Drive to the Finals, Nuggets mieli to spotkanie w zasięgu ręki. Jeden celny rzut Carmelo Anthony'ego w ostatnich sekundach - a może lepszy wybór pozycji rzutowej? - i być może mielibyśmy inne rozstrzygnięcie. O pardon, James Posey właśnie w tej akcji przypomniał o sobie ...i zrobił to w tym meczu wcześniej, gdy jego 10 punktów w pierwszej kwarcie wydobyło Hornets z dołka.

Niewiele natomiast wskazuje na to, że David West wejdzie w tej serii na wyższy poziom, niż ten który prezentował w tym sezonie. To już trzeci mecz w tej serii, gdy West rzucał poniżej 50 procent z gry (7/18). Oczywiście nie jest to niezależne od faktu, że zmaga się z Kenyonem Martinem.

Wysocy jednego i drugiego zespołu mieli poważne problemy z faulami, ale 2 punkty i 4 oddane rzuty przez Nene przez 33 minuty są naprawdę niewybaczalne. Tak jak i osobiste, tak jak i skuteczność liderów (Billups 3/10, Anthony 10/24, JR Smith 5/14), a mimo wszystko Nuggets byli w tym spotkaniu do ostatnich sekund.

Chciałem tylko w ten sposób powiedzieć, że wg mnie w tej serii nie zmieniło się wiele i sprawa zakończy się po pięciu, maksimum sześciu spotkaniach. Tyson Chandler (17 min) wyraźnie nie jest sobą po kontuzji, a Peja Stojaković (1/9) już nie jest tym samym Peją z przed kilku lat, czy nawet chociaż namiastką Peji z play-offs w zeszłym sezonie.

O serii Mavericks/Spurs niewiele nowego można już powiedzieć. San Antonio Spurs bez Manu Ginobiliego to w drugiej części sezonu "Tony Parker Spurs", a w play-offs "Tony Parker i Tim Duncan na jednej nodze Spurs"

Parker rzucił 31 punktów w samej tylko pierwszej połowie i Spurs prowadzili 55-51. Po przerwie rzucił 13 i Spurs przegrali drugie 24 minuty 35-48. To jednak niesprawiedliwe krytykować Spurs, gdyż gdyby dodać do tego składu Ginobiliego to pozostali gracze nie musieliby czuć presji związanej z przymusem poszerzenia przez nich swoich ról w ofensywie... Chociaż sam nie wiem. Może po prostu powinni w końcu zacząć trafiać rzuty, a tak: Matt Bonner, Ime Udoka, Roger Mason, Kurt Thomas i Drew Gooden nie trafili ani razu z gry.

Mavericks wygrywają tą serię 3-1 i ich najlepszym graczem nie jest nawet Dirk Nowitzki (12/13).

W zasadzie to ciężko takiego MVP wskazać, ale Jason Kidd był minionej nocy najlepszym graczem Mavs, zaliczając typowe dla siebie 7 asyst i 7 zbiórek, ale i też zdobywając 17 punktów i nie tracąc piłki ani razu przez 40 minut.

Niektórzy już przyjęli, że Jasona Kidda nie ma w NBA... Tymczasem playmaker Mavs nadal zajmuje drugie miejsce w NBA jeśli chodzi o współczynnik ilości asyst do ilości strat.

Bardzo dobry mecz Josha Howarda, który zdobywał kluczowe punkty rzutami za trzy czy penetracjami, gdy Mavericks zyskiwali przewagę w trzeciej kwarcie.

Avery Johnson powiedział właśnie o nim, że wszyscy uważali przed serią, że Howard = "X-Factor". Johson powołał się natomiast na czasy gdy on sam prowadził Mavericks i przypomniał, że Howard był jeszcze całkiem niedawno graczem na poziomie All-Star i nie może być nazywany "X-Factor", tylko po prostu "The Factor".

Miami Heat zagrali mecz marzenie. Więcej - Heat zagrali dwa świetne spotkania z rzędu i muszę uderzyć się w pierś, bo nie doceniałem, że istnieje szansa na to, że koledzy Dwyane'a Wade'a zarażą się jego znakomitą grą i dostosują do niego swój poziom.

Zrobili tak i w drugim i we wczorajszym meczu. Imponujące jest to, że w obydwu tych spotkaniach Wade miał momenty wprost rewelacyjne, a mimo tego nie było to tak wiele ile musiał robić, by Heat wygrywali mecze w regular-season. Wade pokazał też jak nadal potrafi być zawodnikiem nieobliczalnym. Już wszyscy wiedzą, że Wade zaczął rzucać za trzy i trafiał w sezonie niemal regularnie jedną czy dwie trójki. Co jednak powiedzieć, gdy Wade trafił ich 10 w dwóch ostatnich meczach?

I w tych dwóch ostatnich meczach, wygranych przez Heat, Wade zdobył "tylko" 62 punkty. Piszę "tylko", bo przypuszczałem, że potrzeba będzie aż 40 w meczu, by Heat wygrywali w tej serii.

Tymczasem - Hawks zagrali naprawdę słabo - Heat lśnili wczoraj jeśli chodzi o grę pierwszej piątki. Jermaine O'Neal zagrał być może najlepszy mecz w barwach Heat: 22 punkty, 10 zb. (5 w ataku!), 3 bloki, trafiając też kazdy z ośmiu rzutów wolnych. Udonis Haslem zebrał 13 piłek, trafił 6/9 z gry, James Jones i Mario Chalmers trafili po trzy trójki.

Trzeba jednak śmiało powiedzieć, że Atlanta (bez Marvina Williamsa - nadgarstek) zagrała ubiegłego wieczora fatalne zawody. Drybling i gra jeden-na-jeden i tak w kółko jeśli nie było szansy na kontratak. Hawks starali się wykorzystać każdą szansę, ewidentnie lepiej czując się nawet w szybszej ofensywie, gdzie sporadycznie ktoś trafiał za trzy.

Heat jednak znowu im tej szansy nie dawali bo po pierwsze trafiali 47 procent rzutów, po drugie - zebrali 15 piłek na atakowanej tablicy. Al Horford, Josh Smith, Mo Evans zebrali łącznie przez cały mecz tylko 12 piłek na bronionej desce. To główne miejsce gdzie zabrakło Atlancie wczoraj Williamsa.

Jeszcze raz to podkreślę - świetny mecz Heat. Przyznam, że nie widziałem ich jeszcze grających tak dobrze w tym składzie i to oni przejęli teraz przewagę w tej serii. Nie tylko psychologiczną. Hawks to całkiem dobrze broniący zespół, ale gdy tracą przewagę na deskach (35-48) - nie mają szans z każdym teamem pierwszej szesnastki.

O trwającym właśnie meczu Lakers/Jazz więcej popołudniu. Lakers odparli atak Jazz w pierwszej połowie, gdy publiczność swoim hałasem wysadziła niemal kopułę EnergySolutions Arena. Wow. To niesamowite. Faktycznie nawet Phillips Center, TD Banknorth Garden i Q-Loans Arena mogą w porównaniu z ESA robić za miły nadmorski szum.

A mimo tego, Lakers przetrwali, role-players (Walton, Vujacic, Brown) rzucili po trójce w przeciągu dwóch minut, Kobe Bryant zdobył 24 punkty i robił za pół-boga w pierwszej połowie. Trevor Ariza opuścił pierwsza połowę ze skręceniem kostki.

04:49, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (26) »
sobota, 25 kwietnia 2009
NO MARVIN
Marvin Williams uszkodził nadgarstek w drugim meczu i nie zagra dzisiaj w Miami. To duże osłabienie dla i tak wąskiej rotacji Hawks. W pierwszej piątce zastąpi go najprawdopodobniej Mo Evans. A źródło tej informacji jest nietypowe -  oficjalny Twitter Atlanta Hawks.
23:13, mac.kwiatkowski
Link Dodaj komentarz »
OSTATNI DZWONEK DLA SPURS i HORNETS

DNIÓWKA: 25 KWIETNIA (sobota)





NBA dba o kibiców w Europie. Dzisiaj przed nami cztery spotkania, z których pierwsze startuje już o godzinie 19:00. Cztery ważne mecze i dwa zespoły Konf. Zachodniej pod ścianą...

New Orleans Hornets zostali rozjechani w dwóch pierwszych spotkaniach w Denver. Kazdy kto widział chociaż jedno z tych spotkań myślę, że wie, iż ewidentnie to Nuggets byli stroną agresywną i starali się narobić najwięcej szkody w polu trzech sekund, czyli tam gdzie Hornets mają grającego z kontuzją Chandlera. Do tego doszła też fenomenalna gra Chauncey'a Billupsa (33.5 pkt, 6.0 trójki w meczu). A jednak już drugi mecz "Szerszeni" był lepszy niż pierwszy. Rasual Butler i Peja Stojaković trafili osiem trójek i teraz do nich z dobrą grą powinien dołączyć David West, który ma niełatwy match-up z niedocenianym defensorem jakim jest Kenyon Martin. To może być seria, która sprawi, że Martin "urośnie" w świadomości fanów jeśli chodzi o stronę defensywną (wnioskuję to z jego gry i z ilości Waszych głosów na Martina w naszym plebiscycie - jeśli dobrze pamiętam, zero). Tym bardziej ma szansę zrobić to dzisiaj, gdy David West MUSI rozegrać mecz co najmniej 25/10. Hornets mają moim zdaniem problem w postaci tego, że mają tylko dwóch zawodników, którzy są w stanie wykreować sobie pozycję do rzutu, a tylko jednego, który potrafi to zrobić innym. Dlatego Chris Paul musi robić w zasadzie wszystko jeśli Hornets chcą ruszyć. Czy stać go na 4 bezbłędne mecze w tej serii? Bez wysokiej skutecznośći Butlera i Peji oraz dobrej gry Chandlera, Paul może nie być fizycznie w stanie zagrać czterech idealnych spotkań oraz dodatkowo zacząć bronić jeszcze Billupsa, z którym to bardziej trener Byron Scott sobie do tej pory nie poradził. Decyzje muszę zostać powzięte - Hornets muszą znaleźć odpowiedź na lidera Nuggets i wygląda na to, że stanie się to kolejnym zadaniem na barkach mierzącego trochę ponad 180 cm Paula.

Dzisiaj szansa obejrzeć w akcji Dallas Mavericks. Mój wczorajszy post tyczący się tego zespołu przyniósł ilość komentarzy w liczbie "zero". Tak jak myślałem i zauważyłem - czy są tutaj jacyś kibice Mavericks? Uau. To nasza legendarna polska antyniemieckość? Gracze Ricka Carlisle - czy chcą tego czy nie - w trzecim meczu rozegrali najlepsze defensywne spotkanie w historii udziałów Mavs w play-offs. Coach Carlisle wzbrania się, by tak to nazywać, tłumacząc to faktem, że Gregg Popovich rzucił ręcznik już w połowie trzeciej kwarty i do końca meczu grali rezerwowi Spurs. "Ostrogi" są w identycznej sytuacji jak Hornets - wszystko zależy od tego czy obydwie te drużyny wyjdą dzisiaj na parkiet zdeterminowane oraz czy zaczną w końcu bronić. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że ofensywnie i Hornets i Spurs to zespoły słabsze niż rok temu o tej samej porze.

Po 24-tej rozpocznie się natomiast trzeci mecz serii Miami - Atlanta. Drugie spotkanie Heat wygrali "zabierając" Atlancie od poczatku meczu jej wielką siłę, czyli publiczność. Hawks dzisiaj będą starali się zrobić z pewnością to samo. Jak istotne jest to dla dalszego losu meczu pokazała pierwsze kwarta trzeciego meczu Celtics w Chicago. Problemem Atlanty jest jednak atak pozycyjny, a dokładniej najczęściej słaby ruch piłką, notoryczna gra 1-na-1 i brak dobrych podań do Ala Horforda. Hawks odżywają za to gdy mogą grać kontratakiem lub szybką ofensywą. Do tego jednak potrzebna jest im defensywa, która w drugim meczu rozbita została przez bardzo dobry spacing Heat, który zapewniali rzutami za trzy Wade i Cook. Do tego doszedł pierwszy dobry i skuteczny mecz Jermaine'a O'Neala od nie pamiętam kiedy. Zespół Erika Spoelstry nie może jednak czuć się zbyt pewnie, bo wystarczy, że Heat powrócą do swojej normalnej skuteczności i jestem pewien, że wtedy oglądać będziemy zacięte spotkanie. Tym bardziej, że mimo średnio 26.0 punktu Wade'a, Hawks tak naprawdę wykonują na nim całkiem niezłą robotę i jak sam Wade przyznał, są jednym z zespółów przeciwko którym gra mu się najciężej, gdyż mają pod koszami kilku wysokiej klasy atletów, którzy potrafią szybko reagować na jego próby wejść pod kosz. Ciekawe czy Hawks zdecydują się dzisiaj na pułapki, w które "wrzucali" Wade'a częściej w pierwszym niż drugim spotkaniu.

Najciekawszy mecz dzisiejszego dnia wg mnie jednak dopiero o godzinie 3.00. Jest duża szansa na to, że dzisiaj do składu Jazzmenów wróci Memo Okur, który wczoraj miał wziąc udział w pełnym treningu z zespołem. Jazz wygrali ostatni mecz, głównie dzięki lepszej defensywie, problemom z faulami Andrew Bynuma i dzięki temu, że Boozer mógł pod jego nieobecność czyścić tablicę. Środkowy Los Angeles Lakers musi uważać na przewinienia, bo bez niego Lakers tracą fizyczną przewagę na deskach, a w konsekwencji mogą przegrać drugi mecz z rzędu, gdyż Jazz wydaje się, że odzyskali nagle wiarę w siebie. To nagle niespodziewanie stał się interesujący mecz dla Lakers i jestem ciekaw czy pierwszy raz w tych play-offs team "Jeziorowców" rozegra przynajmniej jedną połowę taką jak trzecią kwartę trzeciego meczu. Nie chodzi tylko o ofensywne popisy a'la Harlem Globetrotters, którym niemal dorównali w pierwszej kwarcie drugiego meczu, ale o szczelną defensywę po bronionej stronie boiska.

Niedziela, 26 kwietnia:
19:00 Boston @ Chicago
21:30 Cleveland @ Detroit
00:30 Orlando @ Philadelphia
03:00 Portland @ Houston



17:51, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (2) »
ADAM & THE MACHINES
 
Cicha woda brzegi rwie... Chyba, że tylko mi Adam Morrison nie wygląda wcale na miłego gościa. Większość kibiców pamięta go jednak jako "beksę" i jako niewypał Draftu 2006. Morrison i Sasha Vujacic starli się ze sobą na wczorajszym treningu Los Angeles Lakers. "AM-MO" (pamiętacie jeszcze tą ksywkę? Many days ago...) miał pretensje do "The Machine" o to, że ten przytrzymywał go za koszulkę w grze 4-na-4. Typical NBA stuff
 
Tymczasem "Machine" powrócił w zupełnie innym wymiarze:
 
15:21, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (2) »

Steve Blake dziś na pewno nie ma/miał najlepszego poranka. Rozgrywający Portland Trail Blazers był najlepszym graczem swojego zespołu i to on podjął zdumiewającą decyzję w końcówce meczu. Przy stanie 80-83, Trail Blazers faktycznie potrzebowali trójki na 12 sekund przed końcem, ale mieli też pełne 12 sekund na wypracowanie akcji. Nic z tego. Blake rozpędzony przebiegł 3/4 boiska po czym szybko zatrzymał się i rzucił z prawej strony. Mocno niecelnie. Rockets zebrali piłkę, trafili dwa osobiste - pięć punktów przewagi.

Potem Blake trafił jeszcze trójkę na 3 sekundy przed końcem (83-85), ale Aaron Brooks nie pomylił się przy pierwszej próbie z linii rzutów wolnych, a drugą spudłował, ale idealnie wyczuł gdzie odbije się piłka i zdołał zebrać po sobie. Niefaulowany dokozłował do syreny końcowej, po czym wybiegł z hali ot tak jakby grali na wyjeździe...

Rockets prowadzili jedenastoma punktami po pierwszej połowie, prowadzili już od pierwszych minut. Najlepszy na parkiecie był Luis Scola, 13 punktów do przerwy. To Scola też trafił chyba najważniejszy rzut w meczu (prócz trójki Shane'a Battiera z 9 metrów kilka akcji wcześniej), na 3 minuty przed końcem pozycji a'la P.J. Brown rok temu z Cavaliers (80-74). W kolejnych akcjach pudłowali jednak i Brandon Roy (6/18) i Travis Outlaw. Brooks trafił jeden wolny, a potem za trzy trafili LaMarcus Aldridge i Rudy Fernandez (niesamowity rzut z rogu boiska), ale Brooks w międzyczasie nie mylił się z osobistych.

Jakże inny był to mecz od drugiego spotkania. Wolniejszy, stricte defensywny. I jakże zacięta może być to seria w kolejnych meczach. Obydwie drużyny dokonały poważnych usprawnień w defensywie. Roy został zatrzymany, Yao został zatrzymany ponownie. Co teraz? Czy tą serię rozstrzygnie gra role-players? I defensywa? Wczoraj Rockets mieli wyraźną przewagę na deskach. Przy 44 pudłach Trail Blazers zebrali tylko 9 piłek w ataku, a w całym meczu łącznie tylko 32 - to za mało. Gdy jednak trójka Roy, Aldridge, Outlaw notuje łącznie skuteczność 14/44, to fakt, że Portland było jeszcze w tym meczu w końcówce - jest imponujący.

Jestem ciekaw co zrobią Rockets, by w końcu Yao zaczął dostawać piłkę. Po pierwszym meczu, w którym trafił wszystkie swoje rzuty - Yao oddał tylko 14 rzutów przez dwa ostatnie mecze! Rockets wg mnie powinni bardziej się postarać, by ta piłka do Yao docierała. Mieć więcej cierpliwości. Nie mogą z tego rezygnować tylko dlatego, że Trail Blazers od drugiego meczu kryją Yao z przodu i podwajają.

 

 


Gdy Dwight Howard trafił pewnie dwa rzuty osobiste na 7 sekund przed końcem (94-94), myślałem że nic nie powinno odebrać Magic dogrywki w tym meczu. Sixers wzięli time-out, mieli piłkę z boku, sporo czasu i kilka opcji. Wybrali tą prawdopodobnie trzecią, w lewym rogu boiska znalazl się Thaddeus Young. Young minął od linii Rasharda Lewisa i gdy wydawało się, że straci piłkę w dryblingu, podnióśł ją do góry i rzucił tuż tuż obok podniesionej ręki Dwighta Howarda (zdjęcie poniżej). To, że Howard nie zablokował tego rzutu to nic... To co robił Hedo Turkoglu i to co robi w tej serii zaczyna wykluczać go chyba powoli z planów na przyszłość Orlando. Teraz gdy ujawnia się talent Courtney'a Lee, gdy Jameer Nelson stał się pewniejszym dystrybutorem piłki z pozycji rozgrywającego - Magic mogą nie dać Turkoglu więcej niż 7 milionów dolarów za sezon. Na pewno nie 10. Turkoglu nie jest w stu procentach zdrów (kostka), ale wczoraj w ostatniej minucie meczu miał szansę dwukrotnie zdobyć punkty po penetracjach i raz po prostu fatalnie spudłował, a drugi raz zablokował go Sammy Dalembert... Turkoglu po trzech meczach ma więcej strat (9) niż celnych rzutów z gry (7). To tak jakbyście szukali przyczyny, dla której to Sixers, a nie Magic prowadzą w tej serii 2-1...

OK, trzeba docenić choć trochę defensywę Sixers. Turkoglu, Rashard Lewis nie mają łatwego życia, Sixers bardzo fajnie bronią na obwodzie. Zobaczcie, że Magic oddają bardzo mało rzutów z zupełnie czystych pozycji. Inna statystyka - w sezonie regularnym Magic oddawali średnio 26 rzutów za 3 punkty w meczu, w tej serii notują tylko 21. Nie można raczej powiedzieć, że zawsze ta rotacja defensywna Sixers wygląda automatycznie i jak po sznurku, ale obwodowi "Szóstek" są na tyle szybcy i atletyczni, że potrafią naprawiać błędy swoich kolegów.

Ciekawa statystyka: Przez pierwsze 16 minut tego meczu gracze Sixers nie spudłowali dwóch rzutów z rzędu.

I kto powiedział, że trzeba zatrzymać Dwighta Howarda (36/11), by wygrać z Orlando?

 

 

Czynnikiem X był wczoraj "Bill Green". Jeden z najbardziej krytykowanych graczy Sixers trafiał rzuty w przełomowych momentach i to jego rzut wyprowadził "Szóstki" na aż 17 punktów przewagi w trzeciej kwarcie! Chwilę po tym Andre Iguodala trafił niesamowitego fade-away'a przy asyście dwóch obrońców i wyglądało na to, że to koniec Magii w Filadelfii. Tymczasem gracze Stana Van Gundy'ego zagrali kilka minut fantastycznej obrony, zwłaszcza znakomicie funkcjonowała transition defense Florydczyków i celna trójka Lewisa zakończyła "run" gości 29-12.

Sixers wygrali bo mieli w swoim składzie Andre Millera (kolejny świetny mecz) i Andre Iguodalę. Ta dwójka trafiła ponad połowę rzutów Sixers w tym meczu (19/36), a Magic jeszcze raz pokazali, że największym problemem ich defensywy jest zatrzymanie obrońców po dryblingu. W żadnym z meczów tej serii obwodowi Magic nie dawali się jeszcze tak łatwo mijać.
Marcin Gortat zagrał tylko 3 minuty, Tony Battie - 5 (wg mnie powinien grać więcej), Howard 44. Czekam i doczekac się nie mogę aż SVG spróbuje pograć trójką Lewis - Battie - Howard razem w tym samym momencie obok Alstona (Johnsona) i Lee.

 

 

Rasheed Wallace powinien był ogłosić zakończenie kariery w drugiej połowie wczorajszego meczu. Czemu tego nie zrobił?

Trochę przykro patrzeć jak doświadczeni gracze Pistons odpuszczają ten sezon... Wybór pozycji rzutowych w czwartej kwarcie był fatalny, rzuty przez ręce, z rogów boiska, wysocy rzucający z dystansu, mali przez gąszcz rąk z 3-4 metrów. Przez trzy kwarty tego meczu działała jednak defensywa i tajemnicza moc, która nie pozwalała Mo Williamsowi (1/11) i Delonte Westowi (0/7) umieścić piłki w koszu.

Pistons mają jednak tak słabą ofensywę, oddają tyle ciężkich rzutów (mistrz Rasheed Wallace), że nie ma technicznie jakichkolwiek szans na to, by wygrali jeden mecz tej serii. Wczorajsze spotkanie właśnie to pokaząło, więc choć stawka będzie pewnie fatalna - możecie iść postawić wszystko co macie na Cavaliers w czwartym meczu.

Wiem, że to tylko Pistons, ale Cavaliers pokazali mi coś waznego we wczorajszym meczu. Wygrali mecz defensywą, koncentracją przez drugie 24 minuty meczu. W trzeciej kwarcie Cavs rzucili tylko 9 punktów! Dopiero gdy na parkiecie ponownie pojawił się Joe Smith - poszło jak z płatka. Smith trafiał wszystko i w przeróżny sposób: z dystansu, z półdystansu, pół-haki, osobiste. 19 punktów, 10 zbiórek rezerwowego skrzydłowego Cavaliers w zaledwie 19 minut gry!

W zasadzie to Smith wygrał Cavaliers ten mecz plus oczywiście LeBron James. Prócz Zydrunasa Ilgauskas ciężko znaleźć jeszcze kogoś w składzie Cavs, kto zagrał dobre spotkanie. Dziwi mnie trochę mało minutw tej serii dla Wally'ego Szczerbiaka i Sashy Pavlovica. Zwłaszcza, że Daniel Gibson w żadnym meczu nie przekroczył jeszcze bariery 9 punktów. Ławka rezerwowych póki co nie jest atutem Cavs w tej serii. To pierwsza piątka Pistons przegrywa póki co mecz za meczem.

Pistons przegrywają tą serię w głowach weteranów. Rasheed Wallace i Antonio McDyess w samej tylko pierwszej połowie trafili łącznie 2 z 9 rzutów z gry, zebrali 5 piłek, żadnej w ataku. Kiedyś Pistons byli tak dobrzy, bo ich wysocy potrafili dominować grę pod tablicami. Teraz wygląda na to, że Sheed i Dyess plus Rip Hamilton, Tay Prince wiedzą już i wiedzieli przed tym spotkaniem, że nie mają szans na wynik w tym roku.

Ale spokojnie... Pistons wrócą za rok, za dwa. To rok przebudowy. Nikt nie spodziewał się przecież po nich wyniku już miesiąc temu. Zobaczcie, że weterani Pistons nie denerwują się nawet, nie kłócą się namiętnie z sędziami - wyglądają jak po końskiej dawce leków przeciwbólowych i przegrywają z Cavaliers już na rozgrzewce.

14:53, mac.kwiatkowski
Link Komentarze (4) »