Maciej Kwiatkowski (e-basket.pl), Piotr Makulec (probasket.pl), Sebastian Hetman (Bunio) oraz Rafał Juć (Collegehoops.pl) to czterej koledzy po fachu lub ot tak po prostu, donoszący i piszący o sprawach aktualnych, ważnych i mniej ważnych, związanych z amerykańską profesjonalną i akademicką koszykówką.

poniedziałek, 13 października 2008
KTO LEPSZY: MŁODY HOWARD czy MŁODY SHAQ?

Jako, że młodego Howarda przypominać nie trzeba, bo ...cały czas jest jeszcze młody - warto przypomnieć Shaqa. Zrobili to dziś na blogu BDL, a my mamy dla Was pytanie. Kto był lepszy?



16:12, mac.kwiatkowski , HISTORIA
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 06 października 2008
MR HIGHLIGHT

Zanim wejdziecie na koszykarski parkiet, chwycicie piłkę, ustawicie swoich skrzydłowych i podkoszowych na odpowiednich pozycjach - przypomnijcie sobie (być może jeszcze raz) o zawodniku, który wyprzedził swoją epokę.....

Gdyby "Pistol" Pete Maravich miał na skrzydłach takich dunkerów jacy dziś są w lidze... Niestety jego kariera nie potoczyła się tak jak przewidywano. Czasem na pierwsze miejsce wysuwały się jego umiejętności strzeleckie (zobaczcie co robił w grze H-O-R-S-E) i niestety kontuzje, ale to jak się poruszał, to jak podawał piłkę - Pete Maravich był po prostu symbolem tego że koszykówka może być sexy:)

 
3:30 dla początkujących 
21:18, mac.kwiatkowski , HISTORIA
Link Komentarze (3) »
czwartek, 02 października 2008
PUK PUK! KTO TO?! MIKE DICKERSON, PAMIĘTACIE MNIE?

Informacja przyszła do mnie przed chwilą, więc chyba mam "newsa dnia" i mogę spokojnie położyć się spać. Michael Dickerson zapowiadał się na jednego z moich ulubionych graczy w historii. Pamiętam też, że nagle - jeszcze jako nie tak oddany fan jak teraz - straciłem go z oczu. Potem o nim zapomniałem. Czasem chciałem sprawdzić co z nim, ale zapominałem w końcu, a tu proszę:

  • Rozegrał w NBA 212 spotkań, grając praktycznie przez tylko 3 sezony. W sezonie 1999/2000 zaliczał średnio 18.2 punktu w barwach Vancouver Grizzlies. Michael Dickerson - bo o nim mowa - usiłuje wrócić do NBA, starając się o angaż na obozie przygotowawczym Cleveland Cavaliers.


    Dickerson przyszedł do NBA w 1998 roku. Pierwszy sezon spędził w
    Houston Rockets, dwa kolejne w Vancouver Grizzlies, dokąd trafił w wymianie za Steve'a Francisa.

    Dickerson był ulubieńcem publiczności i już w drugim sezonie gry zaliczał znakomite 18 punktów w meczu. Tą świetnie zapowiadającą się karierę przerwała jednak ...przepuklina.

    Rzadko się to zdarza, ale właśnie z tego powodu Dickerson musiał zakończyć karierę w 2003 roku. W każdym z dwóch ostatnich sezonów nie rozegrał więcej niż 10 spotkań.

    Ostatnie lata Dickerson spędził w Indiach oddając się jodze i medytacji.

    Sztab szkoleniowy Cavaliers jest ponoć pod wrażeniem siły i ambicji Dickersona, nazywając go po prostu "bestią".

    "Chłopaki są świetni - bardzo mi pomagają. Ludzie z NBA mi pomagają. Wiedzą co potrafię, gdy jestem w pełni formy," mówił w środę szczęśliwy Dickerson. "Co będzie to będzie. Najwyżej wrócę do Indii - to i tak znaczy dla mnie więcej obecnie niż koszykówka."

 

02:05, mac.kwiatkowski , HISTORIA
Link Komentarze (4) »
piątek, 26 września 2008
NAJLEPSZY SIÓDMY MECZ EVER?
PORTLAND TRAIL BLAZERS @ LOS ANGELES LAKERS 84-89
Rasheed Wallace 30              Kobe Bryant 25
          Scottie Pippen 12             Shaquille O'Neal 18
Steve Smith     18             Glen Rice  11
   Arvydas Sabonis 6               Ron Harper  9
Damon Stoudamire 5          A.C. Green 1

     Detlef Schrempf  6        Robert Horry 12
             Bonzi Wells 7            Brian Shaw  11
      Brian Grant 0        Rick Fox  0
Jermaine O'Neal  0     Derek Fisher 2
       Greg Anthony 0        John Salley  0

Tu można obejrzeć mecz zaczynając od czwartej kwarty, którą Lakers zaczynali przegrywając piętnastoma punktami.

15:14, mac.kwiatkowski , HISTORIA
Link Komentarze (10) »
środa, 10 września 2008
JAK DOBRY BYŁ "MAGIC" czyli "GOD IS GOOD"

Po tym jak zakończył karierę w 1992 roku, Magic Johnson wrócił na 32 mecze sezonu regularnego 95/96. Oczywiście do Los Angeles Lakers.

Jego pierwszy mecz? Wszedł z ławki, jako silny skrzydłowy, lub raczej point-forward:

19 punktów - 10 asyst - 8 zbiórek 

Do końca sezonu zaliczał średnio 14.6 pkt. , 6.9 as. i 5.7 zb..

 

 

PS. Ma ktoś - lub wie ktoś gdzie można ściągnąć ten mecz z Warriors?
16:07, mac.kwiatkowski , HISTORIA
Link Komentarze (8) »
piątek, 05 września 2008
SERCE MISTRZA czyli "NEVER UNDERESTIMATE THE HEART OF A CHAMPION"


 
Dziś w nocy, tak gdzies o godzinie 1.30 naszego czasu, do "Hall of Fame" wstąpi wielki człowiek, wielki koszykarz, prawdopodobnie najlepiej wyszkolony center w historii NBA, a z pewnością najbardziej finezyjny. Gdyby pewien młodziak z Lansing nie zajął wcześniej pseudonimu "Magic", to tak mówilibyśmy o tym, którego dziś nazywamy "The Dream", czyli po prostu - marzenie.
Jest 24 maja 1995 roku. Hala Alamadome pęka w swoich ograniczonych o połowę szwach, a niebieska płachta dzieląca od 1993 r. ten obiekt na pół, kolejny raz
kłuje mnie w oczy i sprawia, że miejsce to wygląda jak żadne inne w NBA. Na środku parkietu ustawiono już mały podest ze stolikiem, na którym lśni się trofeum. To nagroda dla Najlepszego Gracza Sezonu 1994/1995. Do podestu zbliża się David Stern, a zanim z holywoodzkim uśmiechem na twarzy kroczy David Robinson. Ludzie wstają z miejsc oklaskując swojego "Admirała". Prowadzony przez niego okręt zmierza bowiem od kilku miesięcy ku brzegu, na którym czeka to główne trofeum - Mistrzostwo NBA. Kibice w Alamadome nie wiedzą jednak, że uśmiech Robinsona oznacza początek kłopotów Spurs.


Cofnijmy się trochę w czasie. Jest październik 1994 roku. Rockets przygotowują się do startu sezonu, mając za cel powtórzenie swojego wyczynu z czerwca tego roku. W NBA jednak nie ma sentymentów i mało kto stawia Rockets nawet w gronie faworytów. Danny Manning, który już był jedną nogą w Houston, decyduje się jednak na grę z Charlesem Barkley'em w Phoenix. Suns są uzbrojeni po zęby z Barkleyem, Kevinem Johnsonem i Danem Majerle. W Salt Lake City duet John Stockton - Karl Malone wkracza w swój tzw. prime-time, czyli najlepsze lata. Oczy kibiców zwrócone są na Seattle, gdzie błyszczy już talent Shawna Kempa, wspomagany przez jednego z najlepszych playmakerów młodego pokolenia, Gary'ego Paytona. W tym gronie zapomina się, że to Houston Rockets są obrońcami tytułu. Zapominają o tym eksperci, zapomina nawet Biały Dom, który ciągle przesuwa wizytę Rockets w Waszyngtonie



Charles Barkley jest jednym z niewielu, którzy nadal widzą w Rockets największe zagrożenie. Stąd jego osobiste starania o pozyskanie Manninga. Barkley rzadko
publicznie przyznaje się do obaw, ale mówi wtedy: "Hakeem, Otis Thorpe i Robert Horry to najlepsze podkoszowe trio w NBA. Koniec i kropka." Jeszcze nie wie, że za kilka sezonów będzie kończył karierę właśnie w Houston.


W San Antonio pojawia się nowy trener, Bob Hill, który nie może sobie na początku poradzić z Denisem Rodmanem. David Robinson po latach przyzna, że trener Hill i Rodman nigdy nie złapali wspólnego języka, a z czasem przestali nawet ze sobą rozmawiać. Ciekawie jest w Denver, którzy dopiero co sprawili ogromną sensację eliminując Seattle w pierwszej rundzie play-offs. Jest oczywiście Dikembe Mutombo, jest Mahmoud Abdul-Rauf, LaPhonso Ellis. Do tego grona dołącza młody, piekielnie zdolny członek legendarnych "Fab 5", Jalen Rose.


Rockets zaczynają niedobrze. Podczas gdy faworyci Zachodu spełniają oczekiwania, "Rakiety" dołują mając problemy głównie ze zdobywaniem punktów. To co rok temu
przynosiło im sukcesy, zaczyna szwankować. Drużynę dosięga stagnacja. W połowie sezonu do NBA wraca Micheal Jordan, ale też inny rzucający obrońca oryginalnego Dream Teamu postanawia zmienić bieg swojej kariery. Clyde Drexler i Tracy Murray trafiają do Houston Rockets, w zamian za Otisa Thorpe'a. Drexler mówi tego dnia: "Nie mogą się doczekać gry z Hakeemem. To najlepszy gracz w lidze."


Nie od razu jednak Drexler i Olajuwon znajdują na boisku wspólny język. Minęło bowiem aż 11 lat od kiedy obaj reprezentowali barwy uniwersytetu Houston w finale NCAA. Rockets mają jednak pecha, bo kontuzji doznaje Carl Herrera, ten który miał zastąpić Thorpe'a na pozycji silnego skrzydłowego. Houston, mamy problem: Herrera nie zagra do końca sezonu. Dotychczasowy rzucający obrońca pierwszej piątki, Vernon Maxwell, nie czuje się najlepiej w swojej nowej roli pierwszego rezerwowego (Drexler po przybyciu zajmuje jego miejsce w podstawowym składzie), przez co czasem zdarza mu się opuszczać treningi, nie podając żadnej przyczyny.



Rockets doczłapują się do play-offs i z rezultatem 47-35 kończą sezon na szóstym miejscu w Konferencji Zachodniej. W pierwszej rundzie trafiają na Utah Jazz, z którym mają na pieńku od czasu zeszłorocznych Finałów Konferencji. Rockets prawie wygrywają pierwszy mecz w Delta Center, ale w drugim już rozbijają Utah, rzucając im 140 punktów na ich boisku[, co dziś jest pewnie dla wielu kibiców nie do wyobrażenia. Trzeci mecz dla Utah i mając nóz na gardle, Rockets gromią Jazz w czwartym spotkaniu. W piątym meczu, przegrywając jeszcze siedmioma punktami w ostatniej kwarcie, Rockets dokonują cudu, wygrywając ostatecznie 95:91.


W drugiej rundzie Rockets trafiają na Suns i po czterech meczach przegrywają już 1-3. Oddajmy głos Barkley'owi: "Mam już dość słuchania o tym jak to dobrze im
idzie, gdy są postawieni pod ścianą. Oni zawsze przegrywają w trakcie serii, i tyle mam do powiedzenia. Nie myślę, że jakikolwiek zespół na świecie mógłby wygrać z nami trzy razy z rzędu. Tym bardziej że dwa mecze gramy w Phoenix."


W piątym meczu Rockets wygrywają po dogrywce - Olajuwon rzuca 31 punktów. Szósty mecz, 30 punktów Olajuwona, 116:104 dla Rockets. W spotkaniu numer siedem jest 110-110 i siedem sekund do końca, Robert Horry znajduje w rogu boiska Mario Elie'go, a ten trafia za trzy punkty, by potem w pamiętnym geście przystawić palce do ust i słać kibicom Suns pocałunki. Rockets tryumfują.


Pierwszy mecz finałów konferencji to bitwa punkt za punkt, ale Rockets nadal są na fali i pokonują w Alamodome San Antonio Spurs. Nadchodzi drugi mecz, jest 24 maja. David Robinson i David Stern uśmiechają się na środku parkietu. Robinson trzyma w lewej ręce wielkie trofeum dla MVP, zaciskając prawą pięść w geście tryumfu. To początek kłopotów "Admirała".


Robinson w swoich podziękowaniach wspomina innych wielkich centrów, uhonorowanych tą nagrodą, nie wymieniając jednak MVP poprzedniego sezonu, Hakeema Olajuwona. Po kilkunastu latach od tego wydarzenia, Bill Worrell, który komentował wtedy mecze Rockets, powie: "Zawsze myślałem, że był to największy błąd jaki mógł w tej serii popełnić David Robinson."


Mario Elie powie po latach: "Nigdy wcześniej nie widziałem Hakeema w takim stanie. Ogień? W jego oczach było widać pożar."


Olajuwon wychodzi na parkiet i pogrąża Robinsona. Rockets wygrywają 106:96, a Olajuwon zdobywa 41 punktów i zbiera 16 piłek. W przeciągu 48 minut obserwujemy naprawdę wszystko co potrafi Hakeem The Dream: zwyczajne pół-haki, prawą, lewą ręką, penetracje przodem do kosza, rzuty z półdystansu, a przede wszystkim całe serie tzw. "drim szejków" ("Dream Shake"), którymi nie tyle co pogrąża świeżo upieczonego MVP, ale - można się śmiało posunąć do tego określenia - błaźni go na oczach, jego własnych kibiców. Blisko połowa akcji Olajuwona, które pamiętamy do dziś, pochodzi właśnie z drugiego meczu przeciwko Spurs.


Choć Spurs wygrywają trzeci i czwarty pojedynek w Houston, to Olajuwon nadal gra jak z nut. Niestety brakuje mu ewidentnie wsparcia pod koszem. Zresztą jak może być inaczej, skoro mecze w pierwszej piątce rozpoczyna chuderlawy Pete Chilcutt, a z ławki zastępuje go toporny Charles Jones. Piąty mecz to hegemonia Rockets i wygrana, 111-90. To jednak przede wszystkim kolejny dowód hegemonii Olajuwona, który zdobywa 42 punkty. Mecz numer sześć? 39 punktów, 17 zbiórek i 5 bloków... Rockets awansują do finału, gdzie rozbijają w pył Orlando Magic, a Hakeem Olajuwon notorycznie ośmiesza jego przyszłego następcę, Shaquille'a O'Neala, dodatkowo wygrywając pierwszy, kluczowy mecz tej serii, siatkarską dobitką w ostatniej sekundzie meczu. Olajuwon ponownie otrzymuje nagrodę MVP Finałów. Jest to prawdopodobnie jedyny moment od czasu pierwszego mistrzostwa Chicago Bulls, gdy Michael Jordan, przywdziewając koszulkę z numerem "23" (gwoli ścisłości, w tamtym sezonie - "45") NIE JEST NAJLEPSZYM KOSZYKARZEM NA ŚWIECIE.



"Nikt nigdy nie dokonał tego co dokonał ten zespół. Nikt nigdy nie zdobył mistrzostwa zaczynając od rozstawienia z tak niskim numerem." mówi
rozpromieniony trener Rudy Tomjanovich podczas ceremonii wręczenia trofeum mistrzowskiego. "Walczyliśmy z niedowiarkami cały czas. Mam jedną rzecz do powiedzenia tym niedowiarkom: Nigdy nie wątpij w serce mistrza!"


Znamy to do dziś, a dokładnie w tej postaci: "Never underestimate the heart of a champion.". Po latach Tomjanovich przyzna, że gdy mówił te słowa, myślał o Olajuwonie, najbardziej kompletnym środkowym w historii koszykówki.
                                                                                     
                                                                                                                       Maciej Kwiatkowski
20:46, mac.kwiatkowski , HISTORIA
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 21 lipca 2008
DLACZEGO WIZARDS NIE ZNOSZĄ RAPTORS...

To jedna z moich ulubionych rzeczy/spraw/historii związanych z NBA. Bardzo ładna historia. Poświęćcie jej 1.5 minuty swojego życia. Od czasu gdy zorientowałem się, że to faktycznie jest historia, stała się nieodłączną towarzyszką moich wieczorów przy piwie przed ekranem mojego monitora. Jeżeli lubicie czasem być trochę dla przekory, albo złośliwi, nie znam nic bardziej złośliwego w NBA na tą chwilę, niż to co Raptors robią Wizards sezon w sezon:

SEZON 2005/2006:
 

 




SEZON 2006/2007:




SEZON 2007/2008:

22:02, mac.kwiatkowski , HISTORIA
Link Komentarze (2) »
niedziela, 13 lipca 2008
JAK SASHA VUJACIĆ TRAFIŁ DO NBA?
Po obejrzeniu tego filmiku już to wiem. A nie wiedziałem, bo niespecjalnie interesuje się koszykówką europejską.
 
I powiem coś więcej, otwarcie... Pamiętam gdy ten młokos trafił do NBA, prosto do Los Angeles Lakers, którzy wybrali go w Drafcie w 2004 roku. Parzyłem na niego jak na kolejnego przeciętniaka, który będzie grzał ławkę przez większość swojej przygody za oceanem. Ewentualnie sporadycznie będzie wychodził w wyjściowym składzie "Jeziorowców".
 
Jednak po minionym sezonie regularnym, Playoffach i Finałach NBA... uważam, że będzie z niego bardzo dobry gracz. Czy gwiazda i lider swojego zespołu? Czas pokaże.
 
ps. Oczywiście tym zespołem nie muszą być Lakers :)
 
 
P.M.
21:36, mac.kwiatkowski , HISTORIA
Link Komentarze (1) »